DO NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY
KS. JAKUB GÓRKA
CZĘŚĆ IV.
XI. Na uroczystość Wniebowzięcia (1)
Dobra ziemskie, a dobra niebieskie
"Któraż to jest, która wstępuje z puszczy, opływająca rozkoszami, podparłszy się o miłego swego?". Pieśń VIII, 5.
1. Wszystkie rzeczy ziemskie będą miały koniec i wszelkie rozkosze doczesne znikną rychło i nastąpi za grzeszne używanie kara. Im kto więcej z pogardą Bożą lgnął do ziemi, tym cięższe poniesie chłosty (2). Po siedmiu latach żyznych w Egipcie nadchodzi siedem lat strasznego nieurodzaju. Po chwilowych niedozwolonych przyjemnościach nastąpi w drugim życiu męczarnia, głód bez końca, głód milionów lat, trwający tak długo, jak Bóg będzie Bogiem. Dlatego mądra przestroga św. Pawła, aby ci, którzy używają świata, tak postępowali, jakby go nie używali, bo jego postać przemija szybko (3). Bogacze w godzinę śmierci nie znajdą nic w rękach swoich (4). A więc uważajmy się za cudzoziemców, za obcych na tej ziemi, za wędrowców, tułaczów i wygnańców. Niech się weselą pokutnicy, walczący z namiętnościami, pełni trosk i ucisków, bo to przeminie, a nagroda i szczęście trwać będzie na wieki: "Albowiem to, które teraz jest prędziutko przemijające i lekkie nasze utrapienie, nader na wysokości wagę chwały wiekuistą w nas sprawuje" (5).
Cieszcie się, którzy Boga prawdziwie miłujecie, którzy tęsknicie za Panem, a ziemię uważacie za miejsce wygnania, którzy jęczycie jako gołębice, siedzicie nad brzegami Babilonu i gardzicie blaskiem światowym, bo to przemija jako wody rzeczne. Wy pamiętacie o niebieskim Syjonie, gdzie Boga bez zasłony oglądać będziecie i zaśpiewacie cudowną pieśń. Ustąpi kielich goryczy; Pan go odejmie z ust waszych, da pociechę, wyzwoli na zawsze z więzienia, skruszy pęta ciała.
W dniu Wniebowzięcia Maryi zastanówmy się uważnie, jak Maryja w tryumfie weszła do miasta niebieskiego, jak na Jej widok dziwiły się duchy niebieskie, że ziemia mogła tak cenny skarb posiadać: "Któraż to jest, która wstępuje z puszczy, opływająca rozkoszami, oparłszy się o miłego swego?" (6).
Rozważajmy szczęście Maryi, naśladujmy Jej cnoty, idźmy tymi drogami, co Ona, a dojdziemy do chwały podobnej. Maryja będzie naszą prawdziwą gwiazdą i przewodniczką wśród pielgrzymki po niebezpiecznym morzu doczesności.
2. Dlaczego Pan Jezus wstąpił w blasku i majestacie do nieba, a Maryję zostawił na dolinie nędzy i łez, dlaczego Ją zostawił w tęsknocie wielkiej? Wszak Ona stała do ostatniej chwili pod krzyżem, dlaczegóż równocześnie nie otrzymała nagrody z Jezusem Chrystusem? Życie ziemskie było dla Niej od Wniebowstąpienia ciągłą tęsknotą. Kto by mógł zmierzyć miłość Maryi ku Jezusowi, mógłby także pojąć, jak Ona pożądała Chrystusa, jak tęskniła za Nim i jaką męczarnię sprawiała Jej ta odwłoka. Miłość, o Maryjo, jest dla Ciebie szczęściem, ale i katem zarazem. Jezus Chrystus posiadł chwałę, ale dla Maryi życie na ziemi bez Jezusa jest męczeństwem, okropniejszym może od cierpień poniesionych na Golgocie w chwili Jego konania.
Maryja widziała najdokładniej wszystkie dobrodziejstwa Boże, które w takiej obfitości otrzymała; wiedziała, że jest Niepokalaną, wolną od grzechu, że jest Matką Syna Bożego. A ponieważ Jej wola była nader delikatną i czułą, dlatego miłowała według tego poznania dobrego Stwórcę jak najgoręcej. Gdy ludzie sobie wspominają, że miłosierny Bóg darował im wszystkie grzechy, płaczą nieraz ze świętego rozrzewnienia. Jaka dopiero miłość musiała ogarniać Serce Maryi, gdy sobie wspominała morze łask otrzymanych! Czyż nie wołała w zachwycie i omdleniu miłosnym słowami Pieśni nad pieśniami: "Obłóżcie mnie kwieciem, osypcie mię jabłki, boć mdleję od miłości" (7).
Miłość posiada stopnie, zadaje rany, zawiązuje i leczy je. Gdy miłość Boża ogarnie serce człowiecze, ruguje złą miłość, a przewyższa wszelką inną. Dziwna jej potęga, bo każe zapomnieć często o ojcu i matce, o krewnych i oddać się wyłącznie, bez podziału Stwórcy. Dlatego mówi Apostoł narodów, że go nie oderwie od miłości Chrystusowej: ani smutek, ani trwoga, ani prześladowanie i miecz zabójczy, ani życie, ani śmierć, ani żadne potęgi ziemskie, czy niebieskie, ani przepaści i głębiny, ani w ogóle żadne stworzenie (8). Rana miłości przenika duszę do jej głębin, a równocześnie ją leczy. Kto tej rany nie ma, ten jest chorym. Miłość jest raną, ale słodką. Strzała jej tak potężna, że i Bóg przed nią się nie broni, bo czytamy w Pieśni nad pieśniami: "Zraniłaś serce moje, siostro moja, oblubienico, zraniłaś serce moje jednym okiem twoim i jednym włosem szyi twojej" (9). Tym okiem u Maryi miłość ku Bogu, a włosem jednym Jej ciągła myśl o Nim. Tą ciągłą ustawiczną myślą wynagradzała Maryja nasze zapomnienie o Stwórcy, który bezustannie pamięta o nas i świadczy nam dobrodziejstwa. Żali się słusznie Bóg na ludzi ustami Proroka: "Izali zapomni panna ubioru swego albo oblubienica ozdoby swojej? A lud mój zapomniał mię przez dni niezliczone" (10). Dziewica każda stara się strojem przypodobać, nie zapomina o drobiazgach ubioru. Ale niestety, ileż dusz nie myśli wcale o Bogu, nie stara Mu się wcale przypodobać! Fraszki i próżności zajmują ich serce, cnota leży odłogiem, duszę lekceważą. Maryja tylko, wynagradzając naszą zimnotę i niepamięć, zawsze i wszędzie, na każdym miejscu i o każdej godzinie zwracała się ku Bogu i spełniała najdoskonalej, co powiedział Prorok: "Miałem zawsze Pana przed oczyma swymi" (11). Maryja wyłącznie i bezinteresownie miłowała Stwórcę: "Miły mój mnie, a ja jemu" (12). Powiada Prorok Pański: "Powrozami pociągnę je Adamowymi, związkami miłości" (13).
Najmniejsze dobrodziejstwo Boże ma dziwną moc, mogłoby najpotężniej wpłynąć na serca zimne i pociągnąć je do stóp Stwórcy. Ale, niestety, my nie myślimy o tym, ile łask każdej chwili odbieramy od Boga! Synowie Adama chorują, nie widzą tego, co Pan dla nich czyni, nie zastanawiają się nad pobudkami miłości ku temu Dawcy łask wszelkich. Bóg nie odpoczywa nigdy, ale ustawicznie czyni nam dobrze – łask Jego nikt nie zliczy. Synowie Adama nie chcą oddać się Panu, nie chcą Go miłować. Ludzie tak postępują, jak owa niedobra oblubienica, odbierająca ustawicznie podarki, kochająca się w nich, a nie myśląca wcale o tym, który przez te dary chce ku sobie zwrócić jej uwagę i pamięć. Ona przywiązuje się do podarków, w nich serce zatapia, a zapomina o dawcy.
Bóg dał nam duszę i ciało, dał nam piękne przymioty i władze umysłowe, uczynił nas królami stworzenia, umarł za nas na krzyżu, ustanowił dla nas Sakramenty święte, skąd płyną zdroje łask ku żywotowi wiecznemu, uczynił nas dziedzicami nieba, ale i te potężne więzy nie mogą nas przykuć do tak dobrego Boga. A nawet ta strzała miłosna, którą z krzyża wypuszcza, bo tu dowód Jego niezmierzonej dobroci, nie zdoła nas przykuć i przywiązać do Jego stóp, nie zdoła zranić naszych serc twardych, kamiennych.
Nie mówmy już dłużej o tej niewdzięczności, bo to rzecz przykra i bolesna, tony smutne nie godzą się z tak uroczystym świętem, kiedy Maryja Panna stała się Królową nieba i ziemi.
Serce Maryi było zranione miłośnie i myślało jedynie o Bogu. Ranny na ciele stara się rozproszyć, choćby na chwilę zapomnieć o swych boleściach. Kto jednak wiecznie myśli o swej ranie i o tym, który go zranił, gdy boleść przykuwa jego pamięć ku sobie, gdzie znajdzie lekarstwo, skoro ani na chwilę nie może uciec od swego cierpienia?
Maryja Panna uważałaby za rodzaj zdrady myśleć o czymś innym, niż o Panu Bogu. Nikt nie zdoła wysłowić, jaka tęsknota pożerała Serce Bogarodzicy, kiedy po Wniebowstąpieniu Zbawiciela zawisła niejako między niebem a ziemią, kiedy się rwała całą potęgą ku Bogu, a jeszcze nie wolno Jej było posiąść Go na zawsze. Do Maryi przede wszystkim można by zastosować słowa świętego króla: "Jako pragnie jeleń do źródeł wodnych, tak pragnie dusza moja do Ciebie, Boże. Pragnęła dusza moja do Boga mocnego, żywego. Kiedyż przyjdę, a okażę się przed obliczem Bożym?" (14). Najświętsza Dziewica odczuwała to długie pielgrzymowanie i mówiła z Dawidem: "Były mi łzy moje za chleb we dnie i w nocy, gdy mi mówią co dzień: Kędyż jest Bóg twój?" (15). Jak spracowany żniwiarz wzdycha za wieczorem, a znużony jeleń za wodą i cieniem chłodnym, tak Maryja za niebem wzdychała, mówiąc: Biada mi, że moja pielgrzymka trwa tak długo, bo w górze widzę cudowne przybytki: "Jako miłe przybytki Twoje, Panie zastępów. Żąda i ustaje dusza moja do pałaców Pańskich" (16).
Matki ziemskie miłują swe dzieci, pragną je oglądać. Ale jako ogień olbrzymi, obejmujący całą ziemię, przewyższa płomień świecy, tak miłość Maryi prześcignęła miłość wszystkich matek ziemskich ku swym dzieciom. W sercu Maryi sama miłość jaśniała, jak w arce przymierza złoto błyszczało, w tej arce starozakonnej, która jest słabym obrazem Maryi, tej żywej skrzyni Boga w Trójcy jedynego. I czemuż Bóg, który tak wielce miłował Maryję, zezwolił, aby żyła w tych katuszach, w tej tęsknocie? Czemu Jej nie zabrał z tego świata?
3. Po pierwsze: Kto więcej cierpi, ten będzie bardziej wsławiony. Tu Pan Jezus przykładem. A więc tęsknota i cierpienia Maryi miały odpowiadać Jej przyszłej chwale, musiały być przeto wielkie, kiedy i wyniesienie Jej miało być ponad wszystkie stworzenia. I my się nie żalmy w smutkach i dolegliwościach: "Albowiem to, które teraz jest prędziuczko przemijające i lekkie nasze utrapienie, nader na wysokości wagę chwały wiekuistą w nas sprawuje" (17).
Większa dla nas chwała i zaszczyt, gdy wielkie nagrody otrzymujemy za trudne cierpienia, niż gdyby nam je dano za darmo.
4. Do rzeczy ważnych, niezwykłych trzeba się przygotować. Gdy Mojżesz chciał się przypatrzeć gorejącemu krzowi, nim się tam zbliżył, kazał mu Bóg przygotować się i na znak czystości serca zdjąć wpierw obuwie. Również na rozkaz Boga obrzezał lud swój Jozue, nim go wprowadził do ziemi obiecanej. Królowa Ester postem i modlitwą przygotowywała się na tę chwilę, kiedy miała stanąć przed królem Aswerusem i wstawiać się za ludem Bożym. I czyż wobec tego nie byłoby potrzeba przygotowania do najważniejszej czynności, to jest do osiągnięcia zbawienia? Szczęśliwy to, zaprawdę dzień i szczęśliwa godzina, kiedy chrześcijanin zrzuci więzy doczesności i wzniesie się ku górze, by oglądał już Boga na zawsze twarzą w twarz, bez żadnej zasłony! Którzy chcą wejść do tych krain obiecanych, muszą się obrzezać, tj. porzucić namiętności i stać się wrogami siebie samych i przyrodzonego samolubstwa. Kto chce stanąć przed Królem niebieskim, prawdziwym Aswerusem, Jezusem Chrystusem, musi się przygotować modlitwą, jałmużną i przez inne dobre uczynki.
Nie dziwmy się przeto, że i Maryję przygotował Bóg na to największe szczęście, które Ją spotkało w dniu Wniebowzięcia, że to przygotowanie było trudne stosownie do chwały i wywyższenia. Wielką chwałę poprzedzić musi staranne przygotowanie. Tak cudowna korona miała spocząć na skroniach Maryi dopiero po odniesieniu wielkiego zwycięstwa. Im walka cięższa i trudniejsza, tym i zwycięstwo milsze, słodsze i zaszczytniejsze.
Mówi Boski Zbawiciel: "Błogosławieni, którzy pragną i łakną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni" (18). Maryja Panna najbardziej pragnęła, a więc nasycenie Jej w niebie najwyższe, najzupełniejsze. Z tego powodu względy na Jej przyszłe wyniesienie kierowały mądrością Bożą, że Maryi Pannie kazała tęsknić długo na dolinie łez za krainą szczęścia.
5. Ale są jeszcze inne przyczyny, dlaczego Ją zostawił Chrystus na ziemi po swym Wniebowstąpieniu. Płynęła stąd korzyść niezmierna dla chrześcijan współczesnych, a w pierwszym rzędzie dla Apostołów. Kto by ich był podnosił na duchu, kto pocieszał, wzmacniał po odejściu Pana Jezusa na pustyni świata, wśród tylu okrutnych wrogów?
Maryja Panna była dla żyjących wtedy wiernych tym, czym dla mieszkańców Betulii Judyta, albo dla ludu swego Estera. Maryja bowiem pokonała piekielnego Holofernesa i nowego Amana, szatana, przybiła do szubienicy, bo wydała na świat Jezusa, Zbawiciela świata! Nic dziwnego, że tęsknili wierni do Maryi, że pragnęli Ją widzieć, tę cudowną Arkę Przymierza. Zapewne też tłumy z Jerozolimy i z dalszych okolic spieszyły do ubogiego mieszkania Maryi, że natłok był wielki, bo Maryja, to Matka Chrystusa, a przy tym tak cnotliwa i święta! Kto wysłowić zdoła, z jaką ufnością i czcią zbliżały się tysiące wiernych do Niej i szukały u Matki Bożej rozwiązania swych wątpliwości, otuchy w trudach, pociechy i zachęty w walkach życia!
I spełniło się, co przepowiedział Prorok Pański. "Chodźmy, a wstąpmy na górę Pańską i do domu Boga Jakubowego, a nauczy nas dróg swoich i będziemy chodzić ścieżkami Jego, bo z Syjonu wynijdzie zakon, a słowo Pańskie z Jeruzalem" (19).
Do Jerozolimy idą ludzie, bo tu jaśniało Słońce sprawiedliwości, tu Chrystus nauczał, tu cuda czynił. Chwytają za laskę pielgrzymią tysiączne rzesze, zbliżają się do góry świętej, do żywej świątyni Jezusa Chrystusa, do Maryi Panny, która jest szczytem świętości i łaski, Panną najroztropniejszą, cudowną Mistrzynią i Pocieszycielką wszystkich.
Kto sobie przedstawić zdoła, z jaką rozkoszą i weselem spoglądała Bogarodzica na te rzesze, które wiarę świętą przyjęły i stały się poniekąd Jej krewnymi! Szczęśliwe te gromady święte, szczęśliwe te wierne owieczki, które w Maryi znajdowały najlepszą Pasterkę! Ona nie była najemnicą, ale umiłowała całą duszą ten młodziutki Kościół i gotowa była każdej chwili życie swe zań oddać, gdyby było potrzeba, jak już uczyniła chętnie ofiarę z życia swego najmilszego Syna. Tu Maryja wzorem dla pasterzy dusz, jak uczyć mają, jak z owieczkami przestawać i modlić się za nie. Maryja ich uczy cierpliwości, a nie tylko jest przykładem dla nich, ale również potrzebne łaski im wyprasza, aby godnie swój trudny urząd spełniali. To więc, że Maryja była podporą Apostołów, nauczycielką Ewangelistów, bo ich uczyła wielu szczegółów, osobliwie z życia ukrytego Jezusa Chrystusa, to że była Matką wszystkich wiernych, napełniało Ją pewną pociechą i sprawiało ulgę w ciężkiej doli wygnania.
Nadto zwiedzała Bogarodzica miejsca, uświęcone życiem, pracami, cierpieniem i śmiercią Jezusa Chrystusa, zraszała je łzami i błagała, by ten krwawy okup nie poszedł na darmo, by ludzie z męki i śmierci Jej Syna korzystali. I tym pociągnęła niezliczone rzesze, które biegną do Ziemi świętej sercem pobożnym, całują miejsca, po których chodził Zbawiciel świata, płaczą z rozczulenia tam, gdzie On swą Krew przelał.
Przyjmowała też z wielką wdzięcznością i miłością Ciało Syna swego w Komunii św. z rąk świętego Jana. I to było dalszą dla Niej pociechą i ulgą w strasznej tęsknocie wygnania i tułaczki ziemskiej.
6. Starajmy się Maryję naśladować i tak się gotować, jak Ona na godzinę śmierci. Kto chce zdążyć do nieba, musi sobie gwałt zadać, musi zachowywać wiernie przykazania Boże, gorliwie się modlić, cierpieć z poddaniem i nieść krzyż swój odważnie. Z życia Maryi jasno widzimy, że przez wiele ucisków trzeba dążyć ku niebu i że ten tylko otrzyma wieniec nagrody, kto się mężnie potyka (20).
I rzeczywiście Bóg dziwnie przygotowuje ludzi do śmierci w tym życiu. I tak jednemu daje natchnienie, aby się wyspowiadał z całego życia. Czuje do tego w duszy jakiś dziwny pociąg, przegląda księgę wydatków i dochodów, chce wszystkie spłacić długi i czyni to rzeczywiście. Następnie przebacza chętnie i prosi o przebaczenie; załatwia to szybko, jak gdyby już miał umierać. Niedługo też potem śmiertelna choroba powala go na łoże, lub jakiś nieszczęśliwy wypadek pozbawia go życia. I wtedy widzi, jak dobrze uczynił, że się już na śmierć przygotował. Za tysiące światów, gdyby mu je dano, nie zaniechałby tego przygotowania. Rozpustnicy, gniewnicy również otrzymują z rąk miłosiernego Boga tę łaskę, że bojaźń ich serca przenika, sądzą się sami przed sądem, używają środków odpowiednich, aby zerwać więzy szatańskie, które ich krępują. A gdy już Boga przeprosili, gdy się znajdują w stanie łaski, zabiera ich śmierć.
A znowu u poczciwie i pobożnie żyjących objawia się dziwna tęsknota za życiem więcej samotnym i skupionym. I stąd więcej jeszcze poczynają się modlić, pokutować, hojniej rozdzielać jałmużny, częściej się spowiadać i przyjmować Komunię świętą. Pan Bóg napełnia ich duszę pragnieniem nieba. I rzeczywiście za cztery lub pięć miesięcy nadchodzi śmierć i wtedy z ufnością porzucają świat, bo już się dobrze przygotowali na tę ostatnią godzinę. W ten sposób przygotowani, już nie proszą o dłuższe życie, bo rachunki z Bogiem uporządkowali dawniej, bo już gotowi do królestwa wiecznego. Pokonali samolubstwo, zdobyli sobie czystość serca i wejdą do chwały, do nieba, gdzie nic skalanego się nie dostanie, gdzie ulice ze złota szczerego, gdzie wybrani patrzą bez zasłony w najczystsze oblicze Boga.
Pierwsi chrześcijanie nie przywiązywali się tyle do życia, jak teraz widzimy u ludzi. Albowiem ze światem nic ich nie łączyło; nieprzyjaciele zabierali im majątki, wtrącali ich do więzień, skazywali na wygnanie, odbierali życie. Oni przeto szybko, z rozpiętymi żaglami, płynęli do przystani niebieskiej. Tęsknota ich paliła za Bogiem i chcieli czym prędzej wyjść z więzień i uzyskać wolność i posiąść dziedzictwo wieczne. Oni naśladowali w tej tęsknocie Maryję i z głębi serca wołali do Pana: "Przyjdź królestwo Twoje".
Za dni naszych, niestety, częste i liczne wypadki, że ludzie zanadto przywiązują się do ziemi i nie pamiętają, że najmniejsze z dóbr niebieskich więcej warte, niż skarby całego świata. Zła niewiasta, która sprzeniewierzyła się swemu mężowi, lęka się jego powrotu, zwłaszcza, gdy on dobrze wie o jej niecnocie. Straszne to słowo dla wiarołomnej: Oto mąż idzie. Przeciwnie dobra i wierna małżonka oczekuje spokojnie, a nawet z gorącym upragnieniem, aby już wrócił mąż umiłowany. Tak i grzesznik nie myśli o śmierci, bo się jej boi, lęka się rachunku z Bogiem. Zaś pobożny sługa Chrystusa mówi śmiało z utęsknieniem: Panie, niech przyjdzie już Twe królestwo. Z tego powodu Apostoł wołał z błogą ufnością: "Potykaniem dobrym potykałem się, zawodum dokonał, wiarem zachował. Na ostatek odłożony mi jest wieniec sprawiedliwości, który mi odda Pan, Sędzia sprawiedliwy w on dzień; a nie tylko mnie, ale i tym, którzy miłują przyjście Jego" (21).
Dobre dzieci nie lękają się ojca, wierne oblubienice czekają niecierpliwie na oblubieńca, więźniowie pragną co rychlej wydostać się na wolność. Dobrzy chrześcijanie widzą tysiączne niebezpieczeństwa dla duszy, widzą, że każdej chwili mogą utracić łaskę poświęcającą, a więc Boga, niebo i zginąć w przepaściach ognia. I to dla nich pobudką, dlaczego tęsknią za Jerozolimą niebieską. To pobudka piękna, dla której wolno pragnąć śmierci.
Zbierzmy w krótkości, co Maryi osładzało tęsknotę wygnania: Niosła pomoc ludziom, zwiedzała miejsca święte, przyjmowała gorąco Komunię świętą. Ale gdy już przeczuwała zgon, straszna tęsknota obudziła się w Jej duszy i sprawiła, że omdlała na siłach i położyła się do łóżka, bo miłość ku Bogu pożarła zupełnie Jej siły.
7. I nie dość, że błagała Boga, aby Ją zabrał do siebie, ale prosiła o wstawiennictwo niebian, aby Pan skrócił czas Jej wygnania, aby już zakończyła doczesną pielgrzymkę. I zapewne litowali się Święci nad swą Królową, chcieli Ją już w niebie oglądać i dlatego mogli w ten sposób przemawiać na klęczkach do Boga: Panie, Tyś powiedział, że błogosławieni, którzy płaczą; albowiem oni będą pocieszeni. Oto Maryja tęskni i wzdycha za Tobą, przeto Ją pociesz. Sługa Twój Dawid powiedział, że nie wypada, aby on mieszkał w pięknym pałacu cedrowym, podczas gdy skrzynia Boża mieści się w skórzanych namiotach (22).
Ty, Zbawicielu świata, królujesz w niebie, a Ta, która Cię nosiła w swym łonie, tęskni w powłokach ciała. Gdy Samson znalazł plaster miodu, podzielił się nim z matką swoją (23). Salomon przygotował tron dla matki swej i kazał jej usiąść obok siebie (24). Tyś, Panie, lepszy i godniejszy od tych dwóch. Podziel się przeto szczęściem i chwałą z Matką. Ona stała u stóp krzyża Twego na Golgocie, niechże już będzie z Tobą w niebie! Prosi Cię o to Ta, która nigdy nie zamykała uszu swoich na Twe rozkazy i wołanie ubogich. Jej serce zawsze było czyste. Zasługuje więc na to, byś Ją wysłuchał. A zresztą całe niebo pragnie mieć wpośród siebie Królowę. Albowiem królestwo bez Królowej, dom bez pani, są jakby puste, coś im nie dostawa, bo brak w nich głównej osoby. Niebo zyska bardzo wiele na blasku, gdy Maryja tu wejdzie. Najświętsza Dziewica już dosyć żyła dla ludzi na ziemi, a zresztą w niebie nie przestanie być dla nich Matką najczulszą i opiekunką najlepszą. Ty zaś, Panie, zawsze Ją wysłuchasz, o cokolwiek prosić będzie dla swych dziatek ziemskich u tronu Twego.
Jak niegdyś, o Panie, wysłuchałeś próśb chorego sługi Twego Ezechiasza (25), śmiertelną złożonego niemocą i posłałeś doń Proroka z pociechą i oznajmiłeś mu, że nie umrze, że o piętnaście lat jego życie przedłużasz, tak poślij jednego z nas, by oznajmił naszej Królowej, żeś Jej prośby wysłuchał, że już spełni się Jej pragnienie, że już koniec Jej cierpień, że już kończy się Jej tułaczka ziemska, a rozpoczyna się chwała i życie wieczne.
8. Ten sam Archanioł Gabriel, który Maryi zwiastował wcielenie Syna Bożego, przynosi Jej kornie wiadomość, że już kończy się Jej życie. Zachwyt i szczęście były odpowiedzią na tę wesołą nowinę.
Na ziemi szybko rozniosła się wieść, że Najświętsza Panna już opuszcza świat, a przenosi się do lepszego żywota. Z tego powodu smutek ogarnia wiernych. Maryja pociesza stroskane dziatki, przyrzeka, że ich nigdy nie opuści, że roztoczy swą pieczę nad nimi, zachęca do życia świątobliwego, za które dla nich również otworzą się bramy niebieskie. Apostołom daje ostatnie rady i wskazówki; poleca im te cnoty, przez które Ona podobała się Bogu za życia, a więc czystość, pokorę, łagodność i miłosierdzie, przypominając, jak się modliła za tych, co Syna w Jej oczach krzyżowali.
9. W niebie wielkie poruszenie z powodu rychłego przybycia Maryi. Mówi pobożna tradycja, którą powszechnie przyjmują pisarze, że sam Chrystus w orszaku dworu niebieskiego przyszedł po Maryję i rzekł do Niej słowami Pieśni: "Pójdźże z Libanu, oblubienico moja, pójdź z Libanu, będziesz koronowana". Już minęła zima Twoich ucisków, już się pokazały kwiaty wiosenne, przygotowane ku Twej chwale i ozdobie. – Na to miłe zaproszenie Maryja odpowiedziała pokornie: "Oto ja służebnica Twoja, niech mi się stanie według słowa Twego" (26). A ponieważ zawsze była wierną uczennicą Chrystusową, prawdopodobnie wyrzekła z wielką pokorą i doskonałą miłością słowa, które słyszała z ust Jego, kiedy konał na krzyżu. "Synu mój, w ręce Twoje oddaję ducha mego". Jak nie czuła boleści rodzenia, tak również nie doznała trwogi konania, wolna od wszelkiego grzechu. Kto pojmie, jak serdecznie objął Zbawiciel tę błogosławioną duszę? Kto pojmie i wysłowi szczęście Maryi, kiedy zobaczyła jasno Bóstwo i człowieczeństwo swego Syna? Na ten widok ustała tęsknota i łzy zniknęły. O kto by mógł widzieć tę wspaniałą duszę w chwale, bielszą od śniegu, jaśniejszą od słońca, czystszą od wszystkich stworzonych duchów! Można pobożnie wierzyć, że jak św. Antoni z woli Bożej oglądał duszę pierwszego pustelnika Pawła, unoszącą się ku niebu, tak również wielu współczesnych widziało duszę Maryi w blasku i chwale niebieskiej. I zapewne wśród hymnów i okrzyków wesela, Najświętsza Dziewica uniosła się do górnych krain, wsparłszy się o Syna swego.
10. I cóż nam czynić wypada w uroczysty dzień Wniebowzięcia?
Widział Elizeusz, jak Eliasz na ognistym wozie wznosił się do nieba, czuł boleśnie stratę ukochanego mistrza swego i dlatego wołał głośno: "Ojcze mój, ojcze mój, wozie Izraelów i woźnico jego" (27). Również św. Antoni pustelnik żalił się, widząc duszę św. Pawła wstępującą ku niebu: Czemu dążysz do nieba, nie pożegnawszy się wpierw ze mną? Św. Wawrzyniec również pytał z boleścią św. Sykstusa Papieża, dlaczego idzie bez niego na śmierć męczeńską dla Chrystusa? A my co uczynimy dzisiaj? czy mamy się cieszyć z wywyższenia Maryi, czy też płakać i smucić się, że już nas porzuca i zostawia w sieroctwie?
O dokąd idziesz, najmędrsza Dziewico, jako piękna jutrzenka, miła jako księżyc, wybrana jako słońce? Dokąd idziesz niewinna gołąbko pośród lilii i róż, w towarzystwie Aniołów i Świętych, wsparta na ramieniu Syna? Dokąd idziesz, a nas zostawiasz samych? I cóż nam niegodnym dziatkom pozostaje innego, jak tylko wołać z głębi serca na wzór Elizeusza: Matko moja, Matko moja, Tyś wozem grzeszników, Tyś kierowniczką sprawiedliwych. – Eliasz, wzruszony wołaniem ucznia, rzucił mu płaszcz swój, na którym Elizeusz przepłynął Jordan bez zatonięcia i nie zmókł wcale. Niech i Ciebie, Dziewico, poruszą jęki nasze, sieroctwo i niedola! Wyryj w sercach naszych pamięć o Tobie, pokryj nagość naszą płaszczem swej opieki, byśmy przepłynęli bezpiecznie wzburzone fale tego życia i dostali się na drugi brzeg szczęśliwej wieczności. Cieszymy się serdecznie, żeś zasiadła na tronie chwały po prawicy Syna, że doznajesz czystych i niewysłowionych rozkoszy, które wiecznie trwają. Cieszymy się, że pijesz z owej kryształowej, przeźroczystej rzeki, która płynie od tronu Boga i Baranka (28). Fale tego strumienia unoszą Cię wysoko nad wszelkie stworzenie. Już te wody zaspokoiły Twe niezmierne pragnienie, już niczego dla siebie nie pragniesz. Dzięki składamy dzisiaj Bogu za Twe wyniesienie, cieszymy się Twym zupełnym szczęściem. Ale mimo to czujemy jakąś niewypowiedzianą w duszy tęsknicę i samotność, widzimy swą słabość i opuszczenie, bo mnóstwo mamy potrzeb i dolegliwości, a Matka tak daleko od nas! Prosimy Cię przeto, bądź naszą ucieczką, przyjmij nasze hołdy, a udziel, o co prosimy, wyjednaj przebaczenie, boś Ty po Bogu jedyna ucieczka grzeszników. Od Ciebie wyglądamy pomocy do cnotliwych uczynków, od Ciebie spodziewamy się przebaczenia win, w Tobie pokładamy nadzieję zbawienia wiecznego.
O Matko Najświętsza, pomagaj nieszczęśliwym, wzmacniaj słabych i wątpiących, pocieszaj płaczących, módl się za lud, proś za pobożną płcią niewieścią. Niech wszyscy, o Królowo nasza, mali i wielcy, którzy święcą Twe Wniebowzięcie, doznają Twej pomocy, pociechy, ochłody, niech otrzymają to, o co Cię błagają. Błogosławiona Dziewico, któraś łaskę znalazła, Matko żywota i łaski, prosimy Cię pokornie, niech nas przyjmie Ten, któregoś na świat wydała. Twoja świętość niech usprawiedliwi nasze winy i złości. Twa pokora niech wyjedna przebaczenie dla naszej pychy; Twa bogata miłość niech osłoni mnóstwo grzechów naszych. Twa pełność łask niech zbogaci nasze ubóstwo i wyjedna zasługi. O Pani nasza, Pośredniczko nasza, pojednaj nas ze swym Synem, uproś nam łaskę, aby nas zabrał Zbawiciel do wiecznej chwały, kiedy opuścimy tę łez dolinę.
–––––––––––
Ks. Dr. J. Górka (PROFESOR SEMINARIUM BISKUPIEGO W TARNOWIE), Cześć Maryi. O pobudkach i środkach nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny. Nakładem Autora. Główny skład w Księgarni Zygmunta Jelenia w Tarnowie. 1907, ss. 410-426.
Przypisy:
(1) To ostatnia nauka w skróceniu błogosławionego Jana Awili.
(2) Apok. XVIII, 7.
(3) I Kor. VII, 31.
(4) Ps. LXXV, 6.
(5) II Kor. IV, 17.
(6) Pieśń VIII, 5.
(7) Pieśń II, 5.
(8) Rzym. VIII, 35-39.
(9) Pieśń IV, 9.
(10) Jerem. II, 32.
(11) Ps. XV, 8.
(12) Pieśń II, 15.
(13) Oz. XI, 4.
(14) Ps. XLI, 2. 3.
(15) Ps. XLI, 4.
(16) Ps. LXXXIII, 2. 3.
(17) II Kor. IV, 17.
(18) Mt. V, 6.
(19) Iz. II, 3.
(20) II Tym. II, 5.
(21) II Tym. IV, 7-8.
(22) II Król. VII, 2.
(23) Sędz. XIV, 9.
(24) III Król. II, 19.
(25) IV Król. XX, 5.
(26) Łk. I, 38.
(27) IV Król. II, 12.
(28) Apok. XXII, 1.
© Ultra montes (www.ultramontes.pl)
Kraków 2025
Powrót do spisu treści
Cześć Maryi
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ: