Święty Ignacy Loyola

 

KAZANIE

 

NA UROCZYSTOŚĆ ŚW. IGNACEGO LOYOLI

 

KS. KAMIL PRASZAŁOWICZ SI (1)

 

––––––––

 

Treść: Chwały Bożej szukał św. Ignacy od czasu swego nawrócenia, jako pielgrzym i pustelnik; tę chwałę rozszerzał po świecie, jako apostoł i zakonodawca; tę chwałę uznał świat w Ignacym, jako w Świętym i cudotwórcy.

 

––––––

 

Omnia ad maiorem Dei gloriam!

 

Wszystko na większą chwałę Boga!

 

Kto chce poznać i zrozumieć całą świątobliwość i wielkość wielkiego zakonodawcy, Ojca naszego, Ignacego Loyoli, niech przeczyta te krótkie, ale pełne znaczenia słowa, wypisane na pierwszej karcie księgi, z którą malarze zwykli tego Świętego przedstawiać: Omnia ad maiorem Dei gloriam (O. A. M. D. G.). I cóż więcej na pochwałę Ignacego św. powiedzieć, co by w tych słowach, które były godłem życia jego, nie było zamkniętym? Ku większej chwale Bożej zmierzały wszystkie myśli, uczucia, żądze, słowa i sprawy jego; nie chwała własna, ale chwała Boska była celem jego życia – nie chwała Boska zwykła, ale większa chwała Boska: ad maiorem Dei gloriam! Tej chwały szukał Ignacy po całym świecie, tę chwałę rozszerzał Ignacy po całym świecie, tę chwałę cały świat uznał w Ignacym. Tej chwały szukał Ignacy jako pielgrzym i pustelnik, tę chwałę rozszerzał Ignacy jako apostoł i zakonodawca, tę chwałę uznał świat w Ignacym jako w Świętym i cudotwórcy. Obym to mógł uwidocznić w krótkim rysie jego życia, który dzisiaj wam nakreślę. Nie dając się unieść miłości i przywiązaniu, jakie czuje serce każdego z nas do św. Patriarchy naszego zakonu, nie zamilczę pochwał dla fałszywej skromności. Nie tego się lękam, najmilsi, abym za wiele nie powiedział; aż zanadto zasłużonych pochwał znajdziemy w Ignacym, na które zaiste mój tak niewymowny język słów znaleźć nie potrafi. Czyny Ignacego są najlepszą jego pochwałą; lecz któż w tak ciasnym obrębie krótkiej nauki one wyliczyć wydoła? O, Ojcze święty, uczynię, co wydołam, najniegodniejszy z synów Twoich, a Ty racz pobłogosławić, aby każde słowo było, jakoś Ty to nam zalecał i nakazał, na większą chwałę Boga i na zbawienie dusz bliźnich – za Twoim do Boga wstawieniem się, o Maryjo! Zdrowaś Maryjo!

 

Pod murami Pampeluny grzmią oblężnicze działa; lilie francuskie na rozwiniętych powiewają chorągwiach; palące słońca hiszpańskiego promienie łamią się o pozłociste przyłbice i szyszaki francuskiego rycerstwa, które się gotuje, by ostatni szturm przypuścić do miasta, i wyłomem murów zdobyć warowną cytadelę. Ale na murach cytadeli zatknięty powiewa sztandar Ferdynanda, nie zwykły przed obcą uginać się władzą. Lwy Kastylii gotowi ostatnią krwi kropelką bronić sławy ojczyzny. Lecz któż ten rycerz, ciężką przyodziany zbroją, którego głos rozkazy wydaje w pośrodku grzmotu dział i szczęku broni? Gdzie tłumy nieprzyjaciół najgęstsze, tam groźno powiewa pióropusz jego; gdzie niebezpieczeństwo największe, tam jako błyskawica miga się miecz jego. To Ignacy! – Ignacy nieodrodny potomek rycerskiego domu Loyolów; Ignacy, pałający żądzą chwały rycerskiej, aby sławę przodków nowymi zwycięstw uświetnić wawrzynami! Atoli Bóg, Pan Zastępów, inaczej postanowił. Chwałę i cześć miał wywalczyć domowi Loyolów, ale nie na krwawym bojowym polu z nieprzyjacielskimi ścierając się hufcami, lecz w walce z całą potęgą piekielną; nie pod chorągwią Ferdynanda, ale pod krzyża sztandarem; nie miecz, ale słowo miało być bronią jego; nie rycerstwem Kastylii, ale nowymi, ze wszystkich stron sprowadzonymi szykami miał dowodzić; nie mury Pampeluny, ale świat cały miał się stać widownią czynów tego nowo zaciągniętego wojska. Tak Bóg postanowił w mądrości swojej, a wyroki Jego są niezmienne. Działo zawyło, i ognista wylatuje z paszczy jego kula, dosięga i gruchoce nogę Ignacego. Pada w objęcia towarzyszów broni; omdlała ręka wypuszcza miecz – już odtąd tylko krzyż nosić będzie.

 

W sklepionych, bogatych pokojach starożytnego zamku Loyolów żal, smutek i zamieszanie. W ponurym zadumaniu leży Ignacy na łożu boleści, pasujący się z sobą. Jako dwa huragany – dwa sprzeczne uczucia rozdzierają duszę jego, miotają myślami jego. Gorąco pali rana w nodze, ale gorętszym pierś oddycha ogniem. W gorączce tylko marzy, tylko rozprawia o Pampelunie, która po jego upadku w nieprzyjacielskie dostała się ręce. Układa plany: chciałby jak najprędzej wystąpić, wylecieć z tych ciasnych murów, aby krwawo pomścić splamioną sławę Kastylii. – Wystąpi! a świat w zadumieniu zwycięzcę świata podziwiać będzie!

 

W wigilię świętych Apostołów Piotra i Pawła, książę Apostołów ukazał się mu w nocy, i prędkie zapewnia wyzdrowienie; Głowa Kościoła ukazuje się temu, który wkrótce miał zostać jednym z najpotężniejszych filarów Stolicy Apostolskiej. Zwolna wracają Ignacemu siły, i nie dozwalają mu opuścić zamku ojczystego. Aby czas zabić, żąda książek – Amadis, Floresten, lub innych tym podobnych powieści rycerskich – podówczas ulubione szlachty hiszpańskiej czytanie – których w każdym zamku znaleźć można było. Z szczególnego dopuszczenia Bożego, inne książki dostają się Ignacemu do rąk. Był to żywot innego wodza, innych bohaterów: żywot Pana i Zbawiciela naszego, żywoty Pustelników, Męczenników, Zakonodawców, Apostołów i Dziewic. Czyta – serce jego gwałtowniej bić poczyna... Teraz, teraz dopiero poznaje, co to jest prawdziwa wielkość! Teraz dopiero poznaje, jak czcza, próżna wszelka chwała światowa! Łaska Boża oświeca jego rozum, zapala serce – w jednej chwili całego przeistacza człowieka. Jeszcze jeden rzut oka na ziemię, jeszcze jeden rzut oka na niebo – i powstało w sercu mocne, niezachwiane, niezłomne, niezwyciężone postanowienie, odtąd szukać chwały, pracować na chwałę – ale tylko na chwałę Boga! Zadrżało piekło, i całą potęgą swoją przerazić go pragnie. Ignacy, jako rycerz, stoi nieustraszony! zmierzył przeciwnika swego, i rzucił mu rękawicę do walki. Niebawem zabiera się do pracy "na większą chwałę Boga", ale nim tę chwałę Boga będzie rozszerzał po świecie, chce siebie uczynić zdolnym narzędziem ku temu. Bierze się więc do pokuty, a do jakiej pokuty? Słuchajmy.

 

Na wysokim szczycie opoczystej skały, w okolicy pięknej, choć dzikiej, stoi kościół Bogarodzicy z Monseratu nazwany. Zbliżał się dzień uroczysty Zwiastowania Maryi. Tłumy pobożnego ludu z różnych stron Hiszpanii, przy śpiewach pobożnych pielgrzymują do tego miejsca łaski. Pomiędzy nimi znajdował się także, jako pielgrzym, Ignacy. Nikt tam i sławy i imienia jego nie znał, ale wszyscy podziwiali pobożność, pokorę i umartwienie jego. W wigilię święta, gdy już w noc późną tłumy pielgrzymów wychodzić zaczęły z kościoła, szukając gospody w pobliskich domach, obcy pielgrzym, sam w tych ciemnych, milczących pozostał przysionkach Boga. Przed obrazem Bogarodzicy, gdzie lampy blask tajemniczy rozlewały, klęczy na twardych marmurach, które gorącymi łzami, wpośród westchnień boleści i wykrzyków miłości, polewa. Serce jego, powszechną z całego życia oczyszczone spowiedzią, składa Bogarodzicy ofiarę wiecznej czystości. Ją obiera sobie za Panią serca swego i na znak tego poddaństwa, zawiesza na filarze, obok ołtarza, miecz swój.

 

Całą noc przebywszy na modlitwie, porzuca ze świtem, posilony chlebem Anielskim, Monserat, i udaje się do szpitala zwanego św. Łucji. Przed bramą szpitala stoi, jako żebrak, bosy, łachmanami pokryty, i prosi o przyjęcie. Tutaj usługując, wpośród nędzarzów, żebraków, chorych, kalek, trędowatych – w tych smrodliwych salach, żyje wielki Ignacy. Porzucił dwór, najwspanialszy podówczas, i bogate domu swego zamki, a obrał szpital na mieszkanie. Zamienił szaty granda Kastylii i zbroję rycerską na łachmany żebraka i na ostrą pokutnika włosiennicę; miecz zwycięski na bicz kolczasty, którym po kilkakroć na dzień krwawo ciało swoje rozdzierał; wytworne potrawy i wina na wodę i chleb, który od drzwi do drzwi chodząc, wyżebrał. I ten, który tylko dla chwały żył i oddychał, zawsze gotów na jedno słówko zelżywe, na jeden rzut oka krzywy, szablą odpowiedzieć – dzisiaj niczego tak gorąco nie pragnie, jak tylko, aby być zelżonym od pospólstwa, wyśmianym od dzieci, wzgardzonym od wielkich.

 

Pomału głuche wieści o prawdziwym stanie tego żebraka się rozchodzą. Widzi z podziwieniem na siebie zwracane oczy, i ucieka, wybierając inne miejsce. Sześćset kroków od miasta oddalona, u podnóża skalistej góry, jest jaskinia ciemna, głęboka, ponura, do której nikt wejść się nie odważył. Ignacy obiera ją sobie za pomieszkanie. Tu cały na najostrzejszą wydaje się pokutę, na posty, czuwanie, biczowanie; pokarm jego żebraczy, od którego także często po całych dniach się wstrzymywał. Tutaj opłakiwał grzechy swoje, tu wysławiał miłosierdzie Boga nad sobą, tutaj po wielu walkach, pokusach, oschłościach, natchnieniach i zachwyceniach, w których raz bez przerwy sześć dni przetrwał, poznał Ignacy lepiej i jaśniej jeszcze powołanie apostoła, poznał powołanie swoje: "Wszystko na większą chwałę Boga i na zbawienie dusz bliźnich" i postanowił tę wolę Boga wypełnić. Tutaj napisał ową złotą książeczkę Ćwiczeń duchownych – książeczkę, która, jako może żadna inna, tak zachwalaną i prześladowaną nie była, która i dzisiaj tylu ma obrońców, którzy błogosławiąc, pochwałami ją obsypują – i nieprzyjaciół, którzy przeciw niej wszystkie pociski skrycie i jawnie wymierzają – książeczkę, o której św. Franciszek Salezy, ten wielki mistrz życia duchownego powiedział, że więcej świętych uczyniła, niźli ma liter w sobie.

 

Wychodzi Ignacy z ukrycia swego. Człowiek świecki, nieuczony, który nie na teologicznych dysputach, ale na rycerskich strawił życie zabawach, rozpoczyna zawód apostolski w Hiszpanii i Włoszech, po rynkach i ulicach, po drogach i polach, po wsiach i miastach Ewangelię opowiada; grzmi, piorunuje jako Ezechiel; płacze i rozczula się drugi Jeremiasz; nowy Samuel objawia zemstę Boga; jako Natan przebudza grzeszników z strasznego snu upojonego sumienia; nowy Daniel kruszy, ściera potęgą słowa bezbożność i rozpustę. Barcelona, Alcala, Rzym, Wenecja były pierwszą widownią nawróceń, zdziałanych jego naukami. Wnet Ignacy rzuca się do stóp Ojca Świętego, Hadriana VI, i otrzymawszy błogosławieństwo, płynie do Ziemi Świętej. Ze łzami w oczach powitał pagórki Syjonu, gruzy miasta Jerozolimy, tyle pamiątek drogich dla serca katolickiego. Chodzi po tych ulicach, które niegdyś krwią Boga-człowieka zbroczone były. Tutaj żyć, tutaj nauczać, tutaj umierać pragnie, gdzie żył, nauczał i umarł Zbawiciel – to jego najgorętsze życzenie. Ale na próżno; Bóg inaczej postanowił. Ignacy wraca do Europy.

 

W szkole Barcelońskiej zasiadł na katedrze sławny podówczas Ardebales, gramatyk, pośród gromady dziatek, którym wykłada pierwsze początki języka łacińskiego. Lecz któż jest ten mąż dojrzały, tak szlachetnego urodzenia, co z natężoną uwagą tym wykładom się przysłuchuje? Oto 33-letni Ignacy! Żarliwość o zbawienie dusz bliźnich czyni go dzieckiem. O dziwna, niesłychana pokoro! o święte poświęcenie się! o jakże tu wielkim, jak wzniosłym okazuje się Ignacy dla wszystkich szlachetnie myślących! Znaczny rycerz, co tak dzielnie koniem toczyć i mieczem wywijać umiał, co pierwsze na turniejach i balach dworu hiszpańskiego zajmował miejsce, w pośrodku dzieci, z gramatyką w ręku, uczy się nowego całkiem dla siebie języka, jedynie, aby się stać zdolniejszym narzędziem w ręku Boga ku nawracaniu dusz bliźnich! Ale to dziecko nie przestaje być pokutnikiem, trapiąc ciało swoje; szpitale jego pomieszkaniem, usługa chorych jego wypoczynkiem, chleb wyżebrany jego pokarmem. Ale to dziecko, skoro wyjdzie z ławki szkolnej – to olbrzym apostolskim pałający duchem, którego nic nie przestraszy, nie zmiesza, nie wstrzyma w zawodzie rozpoczętym; potwarze, prześladowania, zniewagi, obelgi, zelżywości są dla niego bodźcem do dzielniejszego działania. Alkalo, Salamanko, Toledo! w waszych to murach słowo Ignacego tak cudowne sprawia nawrócenia, szczególnie między uczącą się młodzieżą! Złością zgrzytnęło piekło, patrząc na zwycięstwa Ignacego; zapala zemstą, uzbraja potwarzą zgraje podłych rozpustników i zuchwałych niedowiarków. Bóg dozwala im na chwilę zwycięstwo, aby ich większym pokryć upokorzeniem i wstydem. Alkalo! tyś widziała drugiego Pawła w więzieniu. Więzienia Salamanki! słyszałyście brzęk kajdan Ignacego, który z radością wykrzyka: "Hiszpanio! nie masz tyle więzień, tyle kajdan, których bym z radością nie dźwigał dla miłości Chrystusa". Jako słońce z pośrodka chmur w całym blasku występuje, tak Ignacy w całym blasku niewinności swojej z pośrodka tych potwarców wyszedł; i chcąc dalsze, do kapłaństwa potrzebne, uczynić w naukach postępy, udaje się do Paryża, gdzie poświęca się wyłącznie nauce filozofii i teologii, nic nie zmieniając sposobu życia, zawsze jedną zajęty myślą, utworzenia Towarzystwa na walczenie przeciw bezbożności, na rozszerzanie chwały Boskiej, na pracowanie nad dusz zbawieniem.

 

Przenieśmy się, najmilsi, myślą w te czasy Ignacego, tak bardzo podobne do naszych – czasy najgwałtowniejszego przesilenia, burz religijnych i zamieszek politycznych, walki zaciętej ciemności ze światłem, prawdy z kłamstwem. Północ zwykła wylęgać nieprzyjaciół dla Rzymu. Z północnych lasów wylały się niegdyś owe hordy barbarzyńskie, co wstrzęsły murami Rzymu pogańskiego. Z północy też nowe ucywilizowanych barbarzyńców wylały się zastępy pod przewodnictwem Lutra, mnicha wiarołomnego, krzywoprzysięzcy, rozpustnika – Kalwina, za najsprośniejsze występki publicznie piętnowanego, Bucera, Melanchtona i tym podobnych, aby podkopać fundamenta Rzymu katolickiego. Szał okropny opanował wszystkie głowy; straszna na wielkiej scenie Europy poczyna się odgrywać tragedia. O niczym nie mówią, tylko o wojnach religijnych, interesach religijnych, o prawach religijnych – i to najświętsze imię służy za pokrywkę najszkaradniejszych zbrodni. Żołnierz dogmatyzuje, rozpustnik został fanatykiem, niewiasty doktorami kościoła. Powaga prawa i władzy zelżona, korona monarchów, tiara Namiestnika Chrystusowego igrzyskiem pospólstwa, zbrodnie najszkaradniejsze na niwach chrześcijańskich jako bujne rozkrzewiają się zielska, tak, iż sam Melanchton na ten widok zawołać musiał: Gdybym miał tyle łez na przelanie, ile Elba ma kropel wody, nie dosyć by było na opłakanie tego spustoszenia, które reformacja nasza sprowadziła.

 

Ginie świat jeden, a drugi z ukrycia tysięcy lat się wydobywa. Europa i Ameryka po raz pierwszy spojrzały na siebie. Pierwsza odstępuje od wiary, druga gotuje się na jej przyjęcie. W tej chwili pośród dwóch światów stanął Ignacy, i jednym rzutem oka poznał, zrozumiał, objął i zgłębił dwa światy. Poznał w jednym rozprzężenie całkowite, grożące zgubą i spustoszeniem; poznał w drugim wpośród najsprośniejszej rozwiązłości bałwochwalstwa, jutrzenkę odrodzenia, zaród nowego życia – świat, który odrzuca, świat, który nie zna Chrystusa – świat cały do poprawienia, świat do nawrócenia! Ignacy to widzi; chciałby wszystkiemu zaradzić, wszystko naprawić. Porównajmy serca tak zwanych bohaterów świata z sercem Ignacego, ich zamiary z jego zamiarami. Są to karły obok olbrzyma. Żądza dumy i sławy, którą pała ich serce, to tylko iskierka porównana do płomienia, którym pała miłością Boga i bliźniego serce Ignacego.

 

Lecz do osiągnienia tak szczytnego zamiaru Ignacy potrzebuje ludzi – ludzi ugruntowanych w cnocie, aby świat pozyskali, a sami od świata pozyskać się nie dali, i żyjąc z nim w bliskiej styczności, coraz ściślej z Bogiem się łączyli – ludzi, którzy by się potrafili zastosować do każdego stanu, kraju, wieku, obyczajów, bez nadwerężenia sumienia swego, nauczających bez przesady i próżności, walczących bez zawziętości, zwyciężających bez pychy – ludzi gorliwych o chwałę Boga, miłujących bliźniego nad własne życie; bezinteresownych w swych zamiarach, mężnych w przedsięwzięciach, roztropnych w swych sprawach, wytrwałych w pomyślności, nieugiętych w nieszczęściu, nieustających w pracach, chciwych cierpienia, ugruntowanych w nauce Pisma świętego, tajemnic wiary świętej, podań kościelnych, w literaturze i wszystkich gałęziach umiejętności. Lecz takich ludzi czy i gdzie zdoła znaleźć Ignacy? Tak jest, znajdzie! bo Bóg, który go natchnął tą myślą, dostarczy mu ludzi zdolnych do wykonania tych zamiarów. Stanął obok Ignacego Franciszek Ksawery, 22 letni szlachcic Nawaryjski, którego sława głośną była już podówczas w Paryżu – Piotr Faber z Villaretu – Jakub Lainez z Almazenu – Alfons Salmeron z Toledo – Mikołaj Bobadilla i Szymon Rodriguez z Awedo – wszyscy w samym kwiecie młodości, pełni życia, zapału i żarliwości o chwałę Boga i zbawienie ludzkie.

 

W pobliżu Paryża jest góra Montmartre, góra Męczenników nazwana, z kaplicą podziemną, gdzie Apostoła Francji, tamże ściętego, św. Dionizego spoczywają zwłoki. W dzień Wniebowzięcia Maryi, 15 sierpnia 1534 roku, przy wschodzącym słońcu, siedmiu tych młodych ludzi otoczyło ołtarz, na którym święta odprawiała się Ofiara. Przystępując do Komunii św., czynią ślub czystości, ubóstwa i nawracania pogan i Turków w Ziemi Świętej; gdyby zaś w przeciągu roku, dla panujących podówczas wojen i blokowanych portów, dostać się tam nie mogli – udania się do Rzymu i ofiarowania prac swoich Ojcu Świętemu, podług jego woli i rozkazu. Tym księdzem, przed którym te śluby Ignacy z towarzyszami swymi składają, był Piotr Faber, dziś już policzony w poczet Błogosławionych. I natychmiast, oczekując pory odpłynięcia do Ziemi Świętej, która to pora z zrządzenia Opatrzności Boskiej nigdy nie przyszła, rozpoczynają zawód swój apostolski. Nie dozwala krótkość czasu i treść nauki, w bliższe wchodzić szczegóły, wyliczać nowe walki, prześladowania, ofiary, tryumfy, prace i cuda Ignacego i towarzyszów jego. Dosyć nadmienić, że Ignacy, zwalczywszy wszystkie zawady, dnia 27 września 1540 r., z rąk Pawła III otrzymał bullę Regimini militantis Ecclesiae, potwierdzającą Towarzystwo Jezusowe.

 

I powstało to Towarzystwo, które przez trzy przeszło wieki rozmaite przechodziło i przechodzi koleje, któremu Ignacy wytknął tak wielki zakres działania. Widział świat cały synów Ignacego obok tronów najpotężniejszych monarchów, i przy więźniach w lochach podziemnych i na najstraszniejszych galerach; wpośród pierwszych towarzystw wielkiego świata, i pomiędzy pariasami indyjskimi, wykluczonymi z towarzystwa ludzkiego, i na pokładach okrętów wśród niewolników murzyńskich; w pałacach książęcych i w szpitalach najobrzydliwszych; zasiadających na katedrach pierwszych wszechnic Europy, i błądzących w pośrodku dzikich lasów i puszcz nowego świata; widział ich na kazalnicach pierwszych miast stołecznych, i po kościółkach wiejskich, nauczających katechizmu, wpośród dzieci. Nie masz gałęzi umiejętności ludzkiej, w której by się nie byli wyszczególnili Ojcowie nasi, – co i najzaciętsi nieprzyjaciele nasi wyznać muszą – zawsze gotowi wyrzec się całej chwały, żyć w największym zapomnieniu, kiedy tego tylko większa chwała Boga, pożytek dusz ludzkich wymagał. Widział ich świat niespracowanych przy łożu chorych i konających, w szpitalach, w konfesjonałach, szkołach, konwiktach. Widział, jako krwawym potem polewali rozpalone piaszczyste wybrzeża indyjskie; drżących od zimna wpośród odwiecznych lodów i śniegów północy; palonych na stosach Kanady, przybitych do krzyża w Japonii, rozciągniętych na torturach angielskich, najokropniej katowanych i zabijanych od kacerzów szwedzkich, czeskich i innych. Któż w krótkości wydoła opisać powodzenie, szczęście, chwałę, prześladowania, męczeństwa tego Towarzystwa, w ciągłej obronie nauki Kościoła niezachwianego, w ciągłej pracy o dusz zbawienie niezmordowanego, na wszelkie pociski skryte i jawne nieprzyjaciół Kościoła wystawionego? Widział ich świat cały startych, zdeptanych, porzuconych w kajdanach i więzieniach, rozproszonych po całej kuli ziemskiej, ale zawsze wiernych powołaniu swemu, nieugiętych w cierpieniach, niespodlonych w nieszczęściu. Widział świat ten zakon, jako feniks z gniazdeczka, na północy ukrytego, powstający; patrzał z podziwieniem, jako na pierwszy głos z Watykanu, co tchnął w obumarłe Towarzystwo nowe życie, dzieci Ignacego, wielkie i znaczne zajmując posady, ze łzami radości i pociechy wracają do klasztorów swoich, jako pszczółki do ula, aby na łonie tej najlepszej matki zakonu, która ich duchownie Bogu porodziła, ducha swego oddać. Widzi ich wreszcie dzisiaj świat po całej Europie, Azji, Afryce, Ameryce i Australii rozproszonych, bronionych i ściganych, przyjmowanych i wypędzanych, chwalonych i spotwarzonych, w ustawicznej z nieprzyjaciółmi Kościoła walce. Nie ustąpią kroku synowie Ignacego, bo oni nie swojej, ale wiary św. bronią sprawy; bo im nie o własne, doczesne, ale o życie wieczne dusz ludzkich idzie; i pomimo wszelkich zabiegów radykalistów, materialistów, illuminatów, wolnych-mularzy, bezbożność nie zaśpiewa pieśni zwycięskiej, chyba znowu na trupie naszego zakonu.

 

Przeznaczony zostać Ojcem licznego pokolenia, widział Ignacy to drzewko, własną na niwie Kościoła zaszczepione ręką, jako w potężne, już za życia jego, rozrosło się drzewo. Widział ludzi z różnych stron świata, uczonych, książąt, rycerzów, pod chorągiew Chrystusa się garnących, pod swoje rozkazy się szykujących. Odbierał listy dziękczynne od Ferdynanda cesarza i innych monarchów, od legatów Ojca Świętego, biskupów i całego katolickiego świata, gdzie tylko synowie jego rozpoczęli działania swoje. Przed śmiercią jeszcze miał Ignacy pociechę, widzieć między synami swymi apostołów i męczenników. Umiera Ignacy, otoczony dziećmi swoimi, którym, w ostatnim błogosławieństwie, cierpienia i wytrwałość na większą chwałę Boga i zbawienie dusz bliźnich przekazuje. Umarł! – ale nie! On żyje w Kościele Bożym, jako jedno z najjaśniejszych świateł jego, żyje na ołtarzach, po całym świecie hołdy i cześć odbierając. Chwałą jego na ziemi jest błogosławieństwo milionów sprawiedliwych, jest przeklęctwo bezbożnych, którym imię Loyoli jest postrachem, który im nie daje odpoczynku. Żyje Ignacy w zakonie swoim, którego jest chwałą. Obyśmy tylko, pod błogosławieństwem jego, na większą chwałę Boga i zbawienie bliźnich, braci naszych, weselić się i smucić, cierpieć i pracować, żyć i umierać mogli!

 

Św. Ignacy Loyola, Założyciel Towarzystwa Jezusowego.

 

O wielki zakonodawco nasz! wielki Święty Ignacy! w tym dniu, poświęconym czci i pamiątce Twojej, racz wysłuchać prośby nasze, które do Ciebie zasyłamy, aby za Twą przyczyną Bóg nam pobłogosławić raczył, abyśmy wstępując w ślady Twoje, niczego innego nie pragnęli, o nic innego się nie ubiegali, jak tylko o chwałę Boga i zbawienie dusz ludzkich – gotowi zawsze z radością ponosić wszelkie prześladowania, i położyć życie w tej świętej sprawie. Racz, o Ojcze święty, pobłogosławić całemu miastu temu, wpośród którego mieszkają dzieci Twoje; i tym wszystkim, którzy sprzyjają i udział ukazują zakonowi Twemu; i tym wszystkim, którzy nas nienawidzą i prześladują, aby poznali, że my niczego innego nie pragniemy, jak tylko dobra duszy ich. Święty Ignacy, przyczyń się za nami! Amen.

 

Ks. Kamil Praszałowicz SI

 

–––––––––––

 

 

Kazania i szkice Księży Towarzystwa Jezusowego. Tom pierwszy. Kraków. DRUK W. L. ANCZYCA I SPÓŁKI. 1898, ss. 290-301. (a)

 

(Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono; ilustracje od red. Ultra montes).

 

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

            Pozwolenie Władzy Duchownej:

 

Kazania i szkice Księży Towarzystwa Jezusowego. Tom pierwszy. Kraków. DRUK W. L. ANCZYCA I SPÓŁKI. 1898. Imprimatur.

 

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

Przypisy:

(1) Ks. Kamil Praszałowicz, urodzony dnia 14 lipca 1817 w Sanoku, wstąpił do zakonu dnia 22 grudnia 1834, wyświęcony na kapłana w Tarnowie dnia 10 sierpnia 1845, umarł w Krakowie dnia 6 kwietnia 1883 roku.

 

(a) Por. 1) Ks. Jan Badeni SI, Życie św. Ignacego Loyoli, założyciela zakonu Towarzystwa Jezusowego.

 

2) Św. Ignacy Loyola, a) Summa et scopus nostrarum Constitutionum. Istotna treść i cel Konstytucji Towarzystwa Jezusowego. b) Maksymy.

 

3) O. Gabriel Hevenesi SI, Maksymy świętego Ignacego (Scintillae Ignatianae sive S. Ignatii de Loyola Sententiae et effata sacra. Cum Appendice continente Sententias S. Philippi Nerii).

 

4) Św. Franciszek Ksawery, a) Modlitwa o nawrócenie pogan. b) Uberrima Symboli declaratio.

 

5) "Voce della Verita", Czemu Jezuici są nienawidzeni? Przez kogo są nienawidzeni? Jak długo jeszcze będą nienawidzeni?

 

6) O. Tilman Pesch SI, Chrześcijańska filozofia życia.

 

7) O. J. Petitdidier SI, Ćwiczenia duchowne według normy św. Ignacego Loyoli (Exercitia spiritualia juxta normam sancti Ignatii Loyole).

 

8) Ks. Jacek Tylka SI, a) Dogmatyka katolicka. b) Traktat o Kościele Chrystusowym. c) O obojętności, czyli indyferentyzmie w rzeczach religii. d) O własnościach religii. e) O cnotach heroicznych.

 

9) Św. Franciszek Salezy, Biskup i Książę Genewy, Doktor Kościoła, a) Filotea, czyli Droga do życia pobożnego. b) Kazanie o wieczności Kościoła świętego.

 

10) O. Maurycy Meschler SI, a) Trzy podstawy życia duchowego. b) Dar Zielonych Świąt. Rozmyślania o Duchu Świętym.

 

11) Ks. Marian Morawski SI, a) Świętych Obcowanie. Część pierwsza: Komunia między duszami. b) Dogmat łaski. 19 wykładów o porządku nadprzyrodzonym. c) O nabożeństwie do Najświętszego Serca Jezusowego w stosunku do dogmatu i kultu katolickiego. d) Dziewięć nauk o Sercu Jezusowym, jako Sercu Kościoła. e) O ofierze krzyża. f) O męce Pana Jezusa. Kazanie na Wielki Piątek. g) Homilia na niedzielę Wielkanocną. h) Kazanie na niedzielę Zielonych Świątek. Czym jest Duch Święty w Kościele? i) O ofierze Serca Jezusowego w Najświętszym Sakramencie. j) Kazanie na uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. k) Zarys nauki o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny. l) Kazanie na uroczystość Serca Maryi. m) Kazanie na uroczystość Zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie. n) Kazanie na uroczystość Matki Boskiej Różańcowej. o) O Mądrości Krzyża. Kazanie na uroczystość św. Katarzyny. p) Świętych Obcowanie. Komunia z niebem. Pożycie mieszkańców nieba między sobą. Obcowanie ich z nami. q) Konferencja o poznaniu samego siebie. r) O Kościele jako znaku, któremu się sprzeciwiają. s) Wieczory nad Lemanem. Co robić. t) Filozofia i jej zadanie. (Wydanie czwarte) u) Asemityzm. Kwestia żydowska wobec chrześcijańskiej etyki. v) Podpieracz katolicyzmu. w) "Wyznania" liberała. x) "Spowiedź" Lwa Tołstoja. y) Rezenzja "Bez dogmatu" Henryka Sienkiewicza. z) Klasycyzm w szkołach średnich. aa) U stóp Sfinksa. bb) Rzym – Koloseum. (Wrażenia z podróży). cc) Narodowość wobec filozofii i wobec chrystianizmu. dd) Kazanie na uroczystość św. Franciszka Ksawerego.

 

            (Przyp. red. Ultra montes).

 

Kazania i szkice Księży Towarzystwa Jezusowego. Tom pierwszy. Kraków. DRUK W. L. ANCZYCA I SPÓŁKI. 1898.

 

Kazania i szkice Księży Towarzystwa Jezusowego. Tom pierwszy. Kraków. DRUK W. L. ANCZYCA I SPÓŁKI. 1898, s. 290.

 

Kazania i szkice Księży Towarzystwa Jezusowego. Tom pierwszy. Kraków. DRUK W. L. ANCZYCA I SPÓŁKI. 1898, s. 477.

 

Kazania i szkice Księży Towarzystwa Jezusowego. Tom pierwszy. Kraków. DRUK W. L. ANCZYCA I SPÓŁKI. 1898, s. 478.

 

Soli Deo Gloria

 

Tiara i klucze Piotrowe

 

( PDF )

 

© Ultra montes (www.ultramontes.pl)

Cracovia MMXXV, Kraków 2025

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ: