według
z czwartego wydania niemieckiego
wolno przełożył
––––––––
KSIĘGA PIĄTA
O nabywaniu łaski, współdziałaniu z nią, pomnażaniu jej i zachowaniu
~~~~~~~
ROZDZIAŁ PIĄTY
O żalu, jako o czwartym i ostatnim przygotowaniu potrzebnym do otrzymania łaski
1. Jedna jest jeszcze rzecz, którą mamy z pomocą Bożą uczynić, aby się spełniła nadzieja nasza i abyśmy znów odzyskali łaskę, jest to szczera wzgarda grzechu, tego największego przeciwnika łaski i szczere i mocne postanowienie, iż będziemy żyć i działać według jej praw i wymagań.
Jeżeli zatem rzeczywiście pragniemy z żywą wiarą łaski Bożej, musimy także starać się o te usposobienia, jakich łaska od nas się domaga. A jakież są te usposobienia? Nasamprzód musimy mieć wolę stanowczą, iż wypełnimy wszystkie te obowiązki, jakie przyjęliśmy na siebie, wstępując w stan łaski, to jest musimy mieć silne postanowienie, iż w przyszłości nie popełnimy żadnego ciężkiego grzechu i że będziemy się tak zachowywać, jak tego wymaga godność przybranych synów Boga. Postanowienie to, jeżeli jest uczynione na serio i skutecznie, jest już aktem nadprzyrodzonym, ponieważ ono ma być w nas początkiem życia nadprzyrodzonego. Możemy zaś je pojąć w sposób następujący: otwieramy ucho nasze na wietrzyk Ducha Świętego, wstępującego do nas i pragnącego nas wprowadzić do życia nadprzyrodzonego i oświadczymy się z gotowością do utrzymania i pielęgnowania w nas tego życia nadprzyrodzonego. O tej materii dokładniej jeszcze pomówimy w następujących rozdziałach, kiedy się będziemy zastanawiali nad tym, w jaki sposób mamy tego dokonać. Lecz skoro znajdujemy się w stanie niełaski i gniewu Bożego przed wstąpieniem do stanu łaski usprawiedliwiającej, skoro ciężkie mamy grzechy, które nas czynią wielce niegodnymi łaski Bożej i onę z nas wypędzają, to musimy mieć nie tylko dobre i mocne postanowienie na przyszłość, lecz także musimy się starać o to, aby przeszłość uczynić jakby nigdy nie byłą. Powinniśmy przeto boleć, że popełniliśmy takie grzechy i że wskutek tego wyrządziliśmy Bogu tak wielką krzywdę, a jeżeli naprawdę żal nam tego, musimy się starać o to, abyśmy złożyli Bogu za to złe zadosyćuczynienie odpowiednie według sił naszych i takie, jakiego od nas Bóg się domaga: słowem musimy za nasze grzechy szczerze żałować i pokutować.
2. Atoli żal, aby mógł być zbawienny i aby mógł nam torować drogę do łaski Bożej, musi być nadprzyrodzony. Gdyby bowiem nie był nadprzyrodzony, natenczas nie stałby w żadnym związku ze stanem nadprzyrodzonym łaski, do którego ma nas przygotować. Lecz jakże się to dzieje? Oto gdy oświeceni światłem wiary i wsparci mocą Ducha Świętego brzydzimy się grzechem, jako złem nadprzyrodzonym, jako złamaniem prawa Bożego nadprzyrodzonego, którym sprowadzamy sobie utratę łaski, Bogu zaś odmawiamy miłości przynależnej. Już z tego objaśnienia wypływa, że żal nadprzyrodzony może być dwojaki: doskonały i niedoskonały.
Jeżeli tylko na to zwracamy uwagę, że grzech pozbawia nas łaski, owego największego szczęścia i dobra naszego i wskutek tego sprowadza na nas złe i kary największe od Boga: to taki żal jest niedoskonały; wtenczas bowiem patrzymy na łaskę o ile ona jest największym dobrem dla nas, a na grzech zaś, o ile on jest złem dla nas: słowem, wtedy żałujemy, żeśmy obrazili Boga jako dobro dla nas. W tym żalu nie zawierają się owe czyste i doskonałe uczucia, właściwe przybranym synom Bożym, na jakich się zasadza prawdziwa miłość ku Bogu: ale pomimo to posiadamy w nim szczere pragnienie otrzymania łaski i tego wszystkiego, co ona przynosi, a więc także i miłości Bożej. Dlatego to posiadając ten żal niedoskonały, nie jesteśmy jeszcze godnymi, aby nam Bóg udzielił natychmiast swej łaski, ale przecież ten żal przygotowuje nas dostatecznie do otrzymania jej w sakramencie pokuty.
Przeciwnie zaś, gdy na to zwracamy uwagę, jak wielkim dobrem jest łaska dla Boga samego, jak On przez nią bywa uwielbiony, jak to grzechem obrażamy Boga, to dobro najwyższe samo w sobie, i odmawiamy Mu winnej synowskiej miłości, słowem kiedy żałujemy, iżeśmy obrazili Boga jako dobro najwyższe samo w sobie, natenczas żal jest doskonały i zawiera w sobie ową synowską miłość ku Bogu. Wtenczas nie mamy już więcej owego pragnienia łaski synów Bożych; ale już rzeczywiście jesteśmy Jego synami i obejmujemy Go ramionami synowskiej miłości. A wtenczas nie może już i Bóg sam dłużej zwlekać; On także otacza nas natychmiast swoją miłością ojcowską, przyjmuje nas do łona swego, wyciska pocałunek pojednania na czole naszym i zwraca nam łaskę swoich synów przybranych. I żal niedoskonały jest także dobry i pochwały godny i on także posiada moc cudowną i dlatego musi być nam nieskończenie drogim i cennym, ponieważ nas uzdalnia do przyjęcia łaski. Atoli jego moc i siła jest niczym w porównaniu do potęgi żalu doskonałego, który nie tylko uzdalnia nas do przyjęcia łaski, lecz także i bez zwłoki do nas ją wprowadza. Przeto nie powinniśmy się nigdy tym pierwszym, niedoskonałym żalem zadawalać, ale owszem mamy się o to starać ustawicznie, abyśmy mieli ten ostatni żal doskonały. Zaprawdę powinniśmy się wstydzić, jeżeli jeszcze utraciwszy łaskę tak haniebnie, opuszczamy coś z tego, czego potrafimy dokonać i jeżeli nie czynimy nic więcej nad to, czego wymaga ostatnia konieczność. Przez to bowiem, iż mamy taki wzgląd na siebie i tak się oszczędzamy, okazujemy widocznie, iż łaski nie cenimy tak, jak ona na to zasługuje; a jeżeli nie staramy się usilnie o to, aby nasz żal pochodził z doskonałej miłości, jest to znakiem, że nie myślimy na serio o łasce i że może nie posiadamy jeszcze nawet żalu niedoskonałego. O gdybyśmy już raz poznali z żywą wiarą i z pomocą Ducha Świętego, jak wielkim złem jest grzech, pozbawiający nas łaski, natenczas obrzydzilibyśmy go sobie z całej duszy i natychmiast wypędzilibyśmy go ze serca naszego!
Obrzydzilibyśmy go sobie zaś raz dlatego, iż nas pozbawia łaski, tego największego dobra, oraz posiadania Boga samego i sprowadza na nas od Boga kary najsroższe i najstraszniejsze, a po wtóre obrzydzilibyśmy go sobie dlatego, iż przez grzech popełniony wyrządzamy Bogu, jako sprawcy łaski, największą krzywdę i dopuszczamy się obrazy najpotworniejszej. Skoro bowiem Bóg powołał i przybrał nas przez swą łaskę za synów swoich, to przez każdy grzech ciężki obrażamy Go już nie tylko jako naszego Pana prawowitego i najwyższego, któremu winniśmy cześć i posłuszeństwo, ale także obrażamy Go jako naszego Ojca najlepszego i jako najmilszego oblubieńca duszy naszej. Drwimy sobie z Jego miłości niewysłowionej i niewypowiedzianej, jaką nas otacza i za Jego łaski i dobrodziejstwa nieocenione odpłacamy Mu się niewdzięcznością najczarniejszą. Zbezczeszczamy i kalamy Jego imię, kiedy na hańbę wystawiamy imię Jego synów przybranych i okazujemy się niegodnymi Jego miłości. Wyrywamy przemocą duszę naszą z Jego łona, którą On umiłował jako źrenicę oka swego i którą uważał jako klejnot nieoceniony i jako rozkosz wielką serca swojego. Rozdzieramy sukienkę niewinności i świętości, którą nas ozdobił i w której nas przedstawił niebu całemu. Opuszczamy jak Judasz haniebnie i zdradliwie Zbawiciela naszego, który przez łaskę przyjął nas do grona przyjaciół i ulubieńców swoich. O jakąż to boleść niesłychaną gotujemy wskutek tego najczulszemu sercu Ojca naszego niebieskiego, o jakże Go bardzo ranimy i martwimy! Czyż nie musi się zatem i na nas uskarżać Bóg tymi samymi słowy, jakimi się skarżył na Judasza przez usta Psalmisty: "By mi był złorzeczył nieprzyjaciel mój, wżdy bych był wytrwał; ale ty człowiecze jednomyślny wodzu mój i znajomy mój: któryś pospołu ze mną jadał słodkie pokarmy" (1). I my mamy być wśród tego tak twardymi i nieludzkimi, iż nie dajemy się niczym poruszyć i nie myślimy nawet o szkodzie, jaka dla nas wyróść musi z tak strasznego grzechu? Jeżeli syn obrazi ojca, natenczas takie przestępstwo jest obrzydliwsze i złośliwsze aniżeli, gdyby to sługa uczynił. Lecz daleko złośliwsze byłoby takie przestępstwo, popełnione przez takiego sługę, którego pan przybrał za syna swego, powodowany szczególniejszą życzliwością i miłością ku niemu; daleko wstrętniejszym byłoby, gdyby ten sługa niewdzięczny i niepomny na ową wielką miłość pana swego nie przestawał go ustawicznie obrażać i krzywdzić. A czyż taki wypadek nie ma miejsca u nas? wszakże przez łaskę Bożą staliśmy się z niewolników synami Jego, dlatego jesteśmy zobowiązani więcej względem Niego, aniżeli gdybyśmy byli sługami i niewolnikami.
O zbrodnio niesłychana, o niewdzięczności czarna, iż jeszcze teraz odważamy się na nowe grzechy, odmawiamy Mu miłości naszej i za tyle względów, miłości i łaskawości odpłacamy Mu się podłym nieposłuszeństwem! Atoli jakaż to boleść niesłychana powinna być w sercu naszym, skoro zważymy, co to Bóg ofiarował, aby nas uczynił synami swymi a mianowicie, iż Syna swego jednorodzonego wydał za nas, aby nam mógł dać łaskę za okup krwi Jego przenajświętszej. Jeżeli zatem tli się jeszcze w sercu naszym jakieś uczucie ludzkości i wdzięczności, jeżeli to serce nie jest okrutniejsze od tygrysów i hien, to musi ono rozpływać się i rozpadać z boleści niewysłowionych wskutek popełnionego grzechu ciężkiego. Popełniając bowiem grzech, depcemy natychmiast nogami krew najkosztowniejszą Syna Bożego, niweczymy Jego działalność względem nas i odrzucamy najdroższy zadatek miłości Ojca wiecznego. Ojciec niebieski szuka przyjaźni naszej, stara się ją nabyć za wszelką cenę i ofiaruje za nią wszystko najlepsze, co posiada. Jakże przeto musi być bolesnym dla Niego, jeżeli my pomimo tego jeszcze gardzimy przyjaźnią Jego, albo z Niego drwimy! O ulitujmy się przynajmniej nad naszym Ojcem łaskawym, któremu zadaliśmy tak wielką boleść, jeżeli już nie chcemy zlitować się sami nad sobą! O odczuwajmy razem z Nim ciężkość grzechów naszych i wielkość niewdzięczności naszej i ulżyjmy bezzwłocznie Jego sercu ojcowskiemu, obudzając w sobie żal szczery i skruchę głęboką! O spieszmy czym prędzej i prośmy Go o przebaczenie, obmywajmy łzami naszymi brudy grzechu i naprawiajmy według sił naszych miłością najserdeczniejszą krzywdy Bogu wyrządzone. Nie bądźmy nigdy zadowoleni z żalu naszego, ponieważ nigdy nie może on być za wielki i nigdy nie zdoła przeważyć wielkości grzechu; gdyby bowiem nie istniały zasługi nieskończone Chrystusa samego, nigdy sami ze siebie nie zdołalibyśmy złożyć doskonałego zadosyćuczynienia Bogu; to zaś, co rzeczywiście możemy sami ze siebie byłoby niczym, gdyby łaska Ducha Świętego nie dawała mu ceny i wartości niezmierzonej. Nigdy nie przestawajmy gniewać się sami na siebie i nie zaniedbujmy nigdy płakać sami nad sobą; uniżajmy się w pokornym zawstydzaniu przed obliczem naszego Ojca niebieskiego i wyznawajmy przed Nim, iż nie jesteśmy godni, abyśmy się mogli nazywać Jego synami. Tak postępując, otrzymamy wkrótce łaskę Jego i wśród boleści naszej odczujemy ową rozkosz słodką, jakiej doznaje syn, powracający po długim wygnaniu znów do domu ojca swego.
3. Atoli prawdziwy żal musi być i nadal zachowany i utrzymany po pojednaniu się z Bogiem i wtenczas właśnie ma okazać swą szczerość. Syn, który ciężko obraził ojca swego, nie zapomni o tym nigdy, chociażby mu ojciec i winę darował, lecz będzie się zawsze tym smucił, iż wielką krzywdę wyrządził ojcu: a na przyszłość będzie się starał z tym większą usilnością, aby nie obraził ani razu ojca, względem którego czuje obecnie podwójną wdzięczność. Podobnie i my, kiedy na powrót zostaliśmy przyjęci do łaski Bożej i kiedy Bóg zatopił grzechy nasze w głębokościach morskich, nie powinniśmy zapominać o tym przebaczeniu grzechów naszych, ale owszem powinniśmy jeszcze więcej uznawać ową niewysłowioną miłość Bożą ku nam. Ta świadomość pojednania się z Bogiem powinna nas napełniać tylko spokojem i radością świętą. Atoli tego spokoju i radości będziemy jedynie wtenczas zażywali, jeżeli nie przestaniemy płakać i pokutować za grzechy nasze; ponieważ właśnie przez to stajemy się godniejszymi łaski Bożej i uzyskujemy coraz bardziej tę pewność, iż nam Bóg grzechy odpuścił. Jedynie bowiem za pomocą tego ustawicznego smutku z powodu poprzedniego nieszczęścia i upadku naszego i pamięci na dawną naszą zbrodnię, ustrzeżemy się na pewno grzechu; nie popełnimy w przyszłości tej samej zbrodni i nie wpadniemy w to samo nieszczęście, w jakim byliśmy dawniej.
–––––––––––
Uwielbienia łaski Bożej, według Dr. M. J. Scheebena i O. E. Nieremberga T. J. z czwartego wydania niemieckiego wolno przełożył X. J. Tylka. Tarnów 1891, ss. 571-581.
Przypisy:
(1) Ps. LIV, 13 i następ.
© Ultra montes (www.ultramontes.pl)
Cracovia MMXXVI, Kraków 2026
Powrót do spisu treści dzieła pt.
Uwielbienia łaski Bożej
według Ks. Dr. M. J. Scheebena i O. E. Nieremberga SI
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ: