Wyznanie wiary św. Atanazego *)
(Przekład wierszem na język polski)

Maurycy hr. Dzieduszycki

W rzędzie najznakomitszych dogmatycznych utworów katolickiego świata, stoi niewątpliwie sławne ono i od wieków w kościelnej liturgii i modlitwach używane "wyznanie wiary" (symbolum) św. Atanazego biskupa aleksandryjskiego i Doktora Kościoła zwane. Ułożone po grecku w pierwszej połowie IV wieku, kiedy Ariusz zaprzeczył Bóstwa Jezusa Chrystusa z takim samym zuchwalstwem, jakie cechuje w naszych czasach owych nieszczęśliwie zaślepionych Straussów i Renanów. Natchniony ów Ojciec wschodniego Kościoła, czynny uczestnik powszechnego Soboru Nicejskiego w r. 325 i kilku innych prowincjonalnych, zmarły po 47 latach nader uciążliwego i pracowitego episkopatu, w r. 373, uposażył chrześcijaństwo licznymi dziełami, które cechuje głębokość nauki, niezwykłe namaszczenie a przy tym styl godny najlepszych czasów Grecji, męski, szlachetny, prosty, wyniosły, jasny a jędrny. Wszystkie te przymioty odznaczają właśnie w wysokim stopniu wspomniane "Wyznanie wiary", gdzie w sposób prawdziwie zadziwiający umiał przedstawić jakby w zwierciadle, zrozumiale dla każdego najgłębsze prawdy o Istocie Jedynego w trzech Osobach Bóstwa, o wzajemnym stosunku tych Osób – o dwóch naturach Chrystusa Pana w jednej Osobie. Jakie dziwo: widzieć to co tak dalece przechodzi wszystkie ludzkie pojęcie, tak krótko i ściśle orzeczonym, tak osobliwie przystępnym temu pojęciu! Sama ta niebotyczna sfera, w którą rzecz się unosi, nadaje jej lubo prozą ułożona, taki urok poezji, że przy swej szlachetnej prostocie a ewangelicznym ustroju i stylu przypomina ci najszczytniejsze ustępy Biblii. Każdy przekład takiego dzieła musi być nader trudnym, bo nie ma tu ani jednego zwrotu, ani jednego wyrażenia zbytecznego, a każdy należy do szczytnej dziedziny teologii, wszystkie zaś wiążą się jak listki róży we wzorową i ujmującą całość. Cóż dopiero chcąc oddać go wiernie wierszami, do jakich przecież nęci, i które niejako podsuwa sama natura tego utworu? Z wielką zatem nieśmiałością lecz w zamiarze ułatwienia tym sposobem spamiętanie tak ważnych dogmatów, odważyłem się spróbować, czy mi się to uda, z tym większą powtarzam nieufnością we własne siły, że dosłowne oddanie takiego tekstu wierszami jest częstokroć prawie niepodobieństwem, a przecież nic a nic nie wolno uronić, wszędzie owszem trzeba koniecznie zostać wiernym tak wzniosłym dogmatycznym orzeczeniom. Czy mi się to (o czym sam pierwszy wątpię) zupełnie powiodło? poddaję pod sąd znawców a mianowicie teologów, gdy zresztą proste porównanie tekstu z moim spolszczeniem wykaże łatwo wartość i zapewne niejedną ułomną stronę onegoż.

"Quicumque vult salvus esse, ante omnia opus est, ut teneat Catholicam fidem" etc.

Ktokolwiek szczerze pragnie dostać się do nieba,
Przede wszystkim mu wiary katolickiej trzeba,
Bo gdy jej nie zachowa ściśle i w całości,
Bez pochyby zatraci swą duszę w wieczności.

Wiara ta jedynego Boga w Trójcy głosi,
A Troistość w Jedności nad wszystko podnosi,
I ani mieszać osób pojedynczych będzie,
Ni przez rozdział istności w grubym zabrnie błędzie.

Inna bowiem osoba Ojca, inna Syna,
I Ducha też Świętego osoba jest inna,
Lecz Ojca, Syna, Ducha, jedna boskość cała,
I odwieczny majestat i równa jest chwała.

Jaki Ojciec, Syn taki i taki Duch Święty,
Żaden z nich nie stworzony, każdy niepojęty,
Niczem nieogarniony, obecnym jest wszędzie,
I jak nie miał początku, końca mieć nie będzie.

Przecież nie trzej wieczyści, nie trzej niestworzeni,
Ani trzej nie znający czasu ni przestrzeni,
Lecz Jeden Wiekuisty, Jeden Niestworzony
I Jeden tylko niczem jest Nieograniczony!

Wszechmoc w Ojcu i w Duchu Świętym jest i w Synie
Wszakże nie trzej Wszechmocni lecz jeden jedynie.
Bogiem czcimy Cię Ojcze, Synu, Duchu Ciebie,
Ależ nie trzy są Bogi, Tyś jedyny w niebie!

Panem Ojciec, Syn Panem i Duch Panem zwany,
Przecież Jeden tylko Pan a nie trzy są Pany!
Bo choć każdą z tych osób wielbim Panem, Bogiem,
To trzech Bogów lub Panów znać jest błędem srogim.

Nikt Ojca przedwiecznego, co włada na niebie,
Nie zdziałał, ani stworzył, ani wydał z siebie.
Syn nie zdziałan, nie stworzon, sam Ojciec go rodzi,
Duch zarówno od Ojca i Syna pochodzi
Więc nie zdziałan, nie stworzon, ani też zrodzony,
Lecz owem pochodzeniem uosobistniony.

Jeden zatem jest Ojciec a nie trzej Ojcowie,
Nie masz trzech Synów, tylko jeden tak się zowie;
Jeden też i Duch Święty, nie w liczbie troistej! –
Świeci więc jako słońce dogmat oczywisty:
Że w uwielbionej wszędzie Trójcy Przenajświętszej
Nikt pierwszy lub pośledni, nikt niższy lub więtszy,
Lecz wszyscy trzej i każdy we własnej osobie
Są, jak równie przedwieczni we wszem równi sobie.

A zatem pod utratą szczęśliwej wieczności
Jedność w Trójcy, a Trójcę mamy czcić w jedności.
Wszakże by pożądane osiągnąć zbawienie
Oraz wierzyć w Jezusa Chrystusa wcielenie
Gdyż katolickiej wiary dogmat niewątpliwy:
Że Syn Boży: Bóg oraz i człowiek prawdziwy.
Bóg: z istności Ojcowskiej przedwiecznie zrodzony,
Człowiek: z istności matki w czasie utworzony. –
Bóg doskonały, ludzkość też w nim doskonała:
Z duszy rozumnej złożon i z ludzkiego ciała. –
Równy Ojcu boskością, ale człowieczeństwem
Niższy, oddaje Ojcu korny hołd z pierwszeństwem.
A chociaż Bóg, a człowiek, jak był Adam w Eden
Nie dwaj przecież Chrystusy, ale Chrystus jeden!
Jeden zaś nie zwróceniem ku ciału Boskości,
Lecz z wzniesieniem do Bóstwa ułomnej ludzkości –
I nie są w nim zmieszane te natury obie,
Lecz skojarzone w jednej mistycznej osobie –
Bo jak każdy człowiek jest duszą i ciałem,
Tak Chrystus jest człowiekiem z Bóstwem doskonałem.
– On-to dla nas umęczon, zwiedził piekieł kraje,
Dnia trzeciego moc śmierci krusząc zmartwychwstaje,
I wstąpił na niebiosa, siedzi na prawicy
Ojca Wszechmogącego przedwiecznej stolicy,
Skąd przyjdzie kiedyś sądzić umarłe i żywe,
A wszyscy ludzie na to przyjście tak straszliwe
W swych ciałach z grobowego powstaną ukrycia,
Aby z czynów całego zdać mu sprawę życia;
Dobrzy będą posiadać Boga nieskończenie,
Złych ogarną wieczyście piekielne płomienie! –

– Tak uczy wiara, a kto się jej stale
Nie trzyma, ten zbawionym nie może być wcale.

Maurycy hr. Dzieduszycki.


Artykuł powyższy pierwotnie ukazał się w "Przeglądzie Lwowskim", Rok pierwszy (1871). Tom I. (Wydawca i Redaktor X. Edward Podolski). Lwów 1872, ss. 270-
273.

Przypisy:
(*) Pierwszy, jeśli się nie mylimy, jest to dopiero przekład wierszem na język polski. Dotąd w literaturze naszej nikt pono nie podjął tej pracy. Bo też ona wymaga obok znajomości dokładnej języka, w jakim napisany był symbol, jeszcze znajomości głębokiej nauk teologicznych. Autor pierwszy bez wątpienia z katolickich świeckich u nas pisarzy, dokonał tego z zadziwiającą jak widzimy jasnością rzeczy. Czytając, zdaje się że to oryginalny utwór. Katolickim pisarzom i teologom podajemy sposobność wypowiedzenia tutaj swego zdania.
(Przyp. Red. "Przeglądu Lwowskiego").

© Ultra montes (www.ultramontes.pl)
Kraków 2004

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ: