DOGMAT ŁASKI

19 WYKŁADÓW

O PORZĄDKU NADPRZYRODZONYM

 

KS. MARIAN MORAWSKI SI

 

WYKŁAD XV.

 

JAK ZBAWCZA WOLA BOŻA DOSIĘGA DZIECI
BEZ CHRZTU UMIERAJĄCYCH

 

W rozpoczętej rzeczy o zbawczej woli Bożej i związanym z nią rozdawnictwie łask, został mi jeszcze jeden punkt do omówienia, mianowicie czy i jak ta wola zbawcza rozciąga się i na dzieci, które giną przed przyjściem na świat, nie mając możności przyjęcia chrztu świętego, tego niezbędnego środka zbawienia. Łatwa odpowiedź, która się nasuwa, że te dzieci nie są bezwinne, ponieważ mają grzech pierworodny, nie jest wystarczająca, widzieliśmy bowiem, że powszechna zbawcza wola Boża trwa nawet po grzechu Adamowym, że Odkupienie Chrystusowe rozciąga się na cały rodzaj ludzki. Grzech pierworodny nie może zatem być brany w rachubę, jako powód uchylający zbawczą wolę Bożą odnośnie do dzieci przedwcześnie ginących. Nie wystarczy też powiedzieć, że te dzieci, jakkolwiek bez chrztu umierają, zażywają jednak po śmierci pewnego szczęścia naturalnego, bo to tłumaczy wprawdzie, dlaczego nie ma w tym żadnej niesprawiedliwości, że te dzieci nie posiadły środka dostąpienia szczęścia nadprzyrodzonego, ale nie tłumaczy tego, o co właściwie tu chodzi, mianowicie, że Pan Bóg także te dusze chce zbawić, czyli doprowadzić je do szczęścia nadprzyrodzonego.

 

Trzy są sposoby tłumaczenia jak zbawcza wola Boża dosięga dzieci przedwcześnie umierających. Najprostsza z tych teoryj na naturę, że się tak wyrażę, składa winę za to, że wielka ilość dzieci nie dochodzi do możności zbawienia. Powiadają, że Pan Bóg, jako Stwórca, dostatecznie naturę wyposażył, aby każdy człowiek poczęty przychodził zdrowy na świat; jako Zbawca ludzi i Rozdawca łask, ustanowił znów środek łaski bardzo łatwo dla wszystkich dostępny, mianowicie chrzest. Bóg zatem ze swej strony czyni wszystko, co wystarcza, ażeby wszystkim dzieciom dać możność przyjęcia chrztu, lubo przewiduje, że w wielu wypadkach ta możność do skutku nie dojdzie. Przykład ma rzecz wyjaśnić: pan, który chce wesprzeć ubogiego, istotnie świadczy mu miłosierdzie, skoro mu jałmużnę przez służącego posyła, lubo wie, że posłaniec może w drodze pieniądze stracić, bo ze swej strony pokazuje chęć szczerą już przez to, że daje pieniądze, które do ubogiego dojść mogą i powinny. Podobnie też – mówią – Pan Bóg dał naturze siły odpowiednie, ażeby zdrowe dzieci na świat wydawała, dał też rodzajowi ludzkiemu łatwy środek po temu, aby wszystkie dzieci mogły się odradzać na żywot wieczny przez chrzest; a że te środki w niektórych wypadkach skutku nie osiągają, to pochodzi po prostu z ułomności natury, z rozmaitych przygodnych kolizyj, które w naturze się zdarzają, a którym zapobiegać Opatrzność Boża nie jest obowiązana. Że im w każdym wypadku z osobna nie zapobiega, to nie jest dowodem, że Bóg nie ma szczerej woli zbawczej względem wszystkich; może jej nie ma w bardzo wysokim stopniu, skoro nie używa wszystkich środków możliwych, w każdym jednak razie dostateczne jej daje dowody.

 

Teoria ta bez wątpienia uchyla niektóre trudności, ale, jak Panowie widzicie, zostawia pole otwarte dla różnych zarzutów. Zarzucano mianowicie, że cały bieg natury, który przecież w rękach Bożych jest tylko środkiem dla dobra człowieka, powinien być tak zestrojonym, ażeby rzeczywiście każdemu człowiekowi dał możność dojścia do źródła łaski, czyli możność przyjścia na świat, aby dostąpić zbawienia przez chrzest, jeżeli zaś przyczyny fizyczne, od których zbawienie ludzi także zależy, nie układają się dla nich pomyślnie, to widocznie Pan Bóg nie ma szczerej woli zbawienia tych ludzi. – Zarzucić też można, że Opatrzność Boża dosięga nie tylko ogółu, ale i szczegółów i drobnostek nawet: Chrystus Pan powiada, że i wróbel z dachu nie spadnie bez woli Ojca niebieskiego (Mt. 10, 29) i dodaje: "a wasze włosy wszystkie na głowie są policzone" (w. 30). Jeżeli zatem Opatrzność Boża już w naturalnym porządku tak zapobiegliwą się okazuje, to tym bardziej w sferze zbawienia. Jeżeli więc Pan Bóg chce szczerze zbawienia wszystkich ludzi, musi każdemu dać przynajmniej możność fizyczną dojścia do jedynego źródła zbawienia, jakim jest chrzest.

 

Toteż druga teoria szuka punktu oparcia w porządku moralnym; już nie na karb przyczyn fizycznych, ale na winę ludzką składa odpowiedzialność za zgubę dzieci, które giną przedwcześnie, nie osiągnąwszy możności zbawienia. To zdanie kładzie nacisk na solidarność moralną, jaka zachodzi między dziecięciem a jego rodzicami i innymi osobami, które mają z nim jakikolwiek związek moralny. Powiadają zatem, że jest to zazwyczaj w możności moralnej rodziców, aby każde dziecko poczęte przyszło na świat a jeżeli w pewnych wypadkach nie od samych rodziców to zależy, to w każdym razie od tych wszystkich, którzy są z dziecięciem moralnie związani, choćby to był cały naród lub nawet Kościół powszechny. Wedle tej teorii zatem Pan Bóg, ze swojej strony, jest gotów skutecznie pomagać naturze, aby każde dziecko było na świat wydane, byleby Go do tego skłoniły modlitwy i zasługi rodziców, krewnych, kraju, Kościoła całego, jeżeli więc niektóre dzieci giną przedwcześnie, jest to zawsze skutek pewnej moralnej winy rodziców, owszem w pewnym znaczeniu może to być winą całego Kościoła, który nie tak się Bogu podobał, jak należało, nie taką sumę modlitw i dobrych uczynków ofiarował, jakiej było potrzeba, aby i na to dziecko spłynął owoc Odkupienia.

 

Jak Panowie widzicie, ta teoria uzupełnia braki poprzedniej, ponieważ wprowadza moment moralny oparty na solidarności ludzkości odkupionej; daleko też łatwiej nam w tym zdaniu zrozumieć, dlaczego Pan Bóg nie jest odpowiedzialny za zgubę dziecka, skoro zawsze odpowiedzialność spada na jakiegoś człowieka, albo w pewnej mierze na całe zgromadzenie ludzi, – a wiemy, że w sferze moralnej i w sferze łaski, zachodzi istotnie pewna solidarność pomiędzy ludźmi. To zdanie bardzo wyraźnie zaznacza starożytny autor wspomnianego już dzieła "O powołaniu narodów". – Cóż powiedzieć o tej teorii? Niewątpliwie usilne modlitwy i odpowiednie zasługi ze strony rodziców, krewnych i Kościoła, mogłyby w danym razie wyprosić i wyjednać szczęśliwe narodzenie dziecka, bo powiedziano przecież: "proście, a weźmiecie" (Jan. 16, 24), ale stąd jeszcze nie wynika, aby rodzice, krewni lub Kościół byli odpowiedzialni za zgubę dzieci bez chrztu umierających. Weźmy naprzód pod uwagę, że na ogół rodzice, nawet pobożni, nie poczuwają się do tego rodzaju odpowiedzialności, owszem często nawet o dziecku nie wiedzą, zwłaszcza kiedy ginie już w pierwszych porach po swym poczęciu. – Kościół wprawdzie modli się o zbawienie wszystkich ludzi, a w szczególności też o nawrócenie pogan, ale nie poczuwa się odnośnie do chrztu dzieci do jakiegoś szczególnego obowiązku. Gdyby zaś Pan Bóg był zawarunkował Swą wolę zbawczą względem dzieci modlitwami rodziców i Kościoła, to wypadałoby, aby ten obowiązek był jasno wyraził i należycie go ogłosił, ponieważ chodziłoby tu przecież o środek niezbędny do zbawienia. Tymczasem ani Objawienie Boże ani nauka Kościoła takiego obowiązku nie nakłada. Zresztą doświadczenie poucza, że i u najpobożniejszych rodziców zdarzają się nieszczęśliwe porody i że dzieci giną przedwcześnie, a byłoby to przecież bardzo dotkliwym i żaden z nas, sądzę, nie zdobyłby się na to, aby tym strapionym rodzicom powiedzieć, że to nieszczęście stało się z ich własnej winy.

 

Trzecie zdanie łączy dwie poprzednie teorie w jedną. Wedle tej hipotezy narodzenie dzieci ma bezpośrednio zależeć od przyczyn fizycznych, jak pierwsza teoria głosi, ale te przyczyny fizyczne mają znów zależeć pośrednio od dalszych przyczyn moralnych, czyli wolnych czynów ludzkich. Jeżeli np. dziecko jakieś ginie w żywocie matki, to przyczyny fizyczne tej śmierci przedwczesnej są zawsze w bliższym lub dalszym związku z pewnymi wolnymi czynami ludzkimi. Jeżeli, dajmy na to, tygrys pożarł matkę, pochodzi to stąd, że mieszkańcy tej krainy nie dość opanowali dzikie zwierzęta, jak to powinni byli uczynić; kiedy indziej znów dom się zawali i matkę wraz z dzieckiem zabije; przyczyna w tym, że ludzie dom źle zbudowali; czasem śmierć dziecka w żywocie matki jest spowodowana niezdrowym klimatem: otóż ludzie powinni byli zawczasu złemu zaradzić, postarać się o zdrowotne warunki, albo wcale się tam nie osiedlać. Jeżeli tedy ludzie nie czynią, co do nich należy, aby dzieciom zapewnić możność zbawienia, sami są przyczyną, że wiele dzieci zginie przedwcześnie i zbawienia nie osiągnie. Owszem godzi się przypuszczać, że Bóg ze szczerej woli zbawienia takich dzieci, dawał ich przodkom różne natchnienia, aby swoją powinność spełnili, lecz ich lekkomyślność udaremniła Jego miłosierne zamiary.

 

To zdanie łączy wprawdzie niektóre zalety pierwszego i drugiego tłumaczenia, ale nie jest wolne od ich niedostatków, owszem niewiele od nich jest lepsze. Naprzód bardzo dowolnym jest przypuszczenie owych natchnień Bożych, dawanych już na wiele pokoleń naprzód, ze względu na dziecko mające przyjść na świat; a po wtóre te natchnienia odnosiłyby się często do spraw zupełnie doczesnych, które nie podpadają pod żaden obowiązek moralny. Owi ludzie nie mieliby zatem żadnego powodu żeby brać takie myśli za natchnienia Boże i być im powolnymi. Jeżeli zaś te natchnienia nie obowiązywałyby ich wyraźnie, to powraca trudność, którą poruszyłem przy drugim zdaniu, że wówczas Pan Bóg nie objawiłby dostatecznie swej szczerej woli zbawienia dzieci przedwcześnie ginących. – Wracam do danego przykładu. Przypuśćmy, że ludzie osiedlili się w kraju, gdzie są dzikie zwierzęta i nie dość starają się o to, aby je wyplenić. Trudno przecież powiedzieć, że powinni byli pod grozą grzechu śmiertelnego wziąć się do tego natychmiast. A choćby im kiedy na myśl przyszło, że jeśli tępienie dzikich zwierząt odkładać będą, to może niejedna matka przy nadziei pożartą zostanie, nie byłoby jeszcze powodu brać tej myśli za natchnienie Boże, bo związek tego rodzaju jest bardzo daleki i przygodny. Nie byłoby zatem ze strony Pana Boga skutecznego pchnięcia w kierunku obowiązku, wskazanego przez zwolenników tego zdania. Rzekome natchnienia mogłyby co najwyżej zwrócić cokolwiek uwagę w tę stronę, byłyby jakby radą wewnętrzną, którą jednak ludzie za własną myśl mogliby poczytać. Jednym słowem zdaje mi się, że to zdanie rzeczy nie tłumaczy dostatecznie.

 

Pominąwszy te teorie i przyjąwszy jako pewnik, że dzieci przedwcześnie ginące są w jakiś sposób objęte zbawczą wolą Bożą, można by, zdaniem moim, wywiązać się z trudności, na podstawie zasady niewątpliwej, że wola zbawcza ma stopnie, tj., że względem jednych Pan Bóg ma skuteczniejszą wolę doprowadzenia ich do zbawienia niż względem innych. Mówię oczywiście o woli "uprzedniej", która nie ma względu na jakiekolwiek zasługi ludzkie, lecz z góry jednym przeznacza więcej środków zbawienia niż drugim. Wskutek tej nierównej woli zbawczej jedne dzieci rodzą się na łonie Kościoła i opływają w środki zbawcze, drugie znów przychodzą na świat poza Kościołem, gdzie jednak pozostały pewne wiadomości o Chrystusie i chrzest, jak u protestantów i schizmatyków; inne wreszcie rodzą się wśród pogan, gdzie, pominąwszy indywidualną Opatrzność Bożą, ogólna możność zbawienia jest bez porównania mniejszą. Otóż na ostatnim stopniu, pod samym rąbkiem, że tak powiem, zbawczej woli Bożej są dzieci, które bez chrztu umierają.

 

Teorie powyższe, choć nie tłumaczą dostatecznie woli zbawczej indywidualnej, dosięgającej każdego z osobna człowieka, wskazują przynajmniej ogólne środki zbawienia, które Bóg dał wszystkim ludziom w porządku fizycznym i moralnym. Tłumaczą także w jaki sposób pod tą ogólną wolą zbawczą mieszczą się dzieci zgasłe przedwcześnie. Nasze zdanie obejmuje i pierwszą i drugą, a jeżeli chcecie i trzecią teorię, dodając jednak, że wola zbawcza nie dosięga tych dzieci w ten sposób indywidualny jak innych ludzi, ponieważ nie daje im środków skutecznych, które by ich indywidualnie dochodziły. W każdym razie jest to rzecz bardzo trudna do wytłumaczenia, co już wspomniany autor dzieła de vocatione gentium przyznaje, a sam św. Augustyn potyka się w tej sprawie z różnymi trudnościami.

 

Skończywszy na tym rzecz o powszechnej zbawczej woli Bożej, przechodzimy teraz do omówienia ostatniego punktu rozdawnictwa łask, do kwestii przeznaczenia czyli predestynacji (1).

 

–––––––––––

 

 

Ks. Marian Morawski, Dogmat Łaski. 19 wykładów o "porządku nadprzyrodzonym". Z papierów pośmiertnych Autora. Kraków 1924, ss. 230-237.

 

Przypisy:

(1) Następujące wstępne wiadomości o przeznaczeniu łączymy z wykładem następnym.

 

© Ultra montes (www.ultramontes.pl)

Cracovia MMVII, Kraków 2007

Powrót do spisu treści dzieła ks. Mariana Morawskiego pt.
Dogmat Łaski
19 wykładów o porządku nadprzyrodzonym

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ: