Wielka Schizma Zachodnia (1378–1415)

 

KS. ANDRZEJ WYRZYKOWSKI

 

 

Po śmierci Grzegorza XI z 23 kardynałów 7 było nieobecnych: z tych 1 przebywał w Toskanii, a 6 Francuzów w Awinionie. Pozostałych 16 kardynałów udało się do konklawe. Z tych 11 było Francuzów, 4 Wło­chów i 1 Hiszpan. Francuzi, stanowiący większość kolegium, byli rozdarci na dwa stronnictwa. Limousins, którzy w cza­sie pobytu papieży w Awinionie największy wpływ wywierali, chcieli przez odpowie­dni wybór papieża ten wpływ jeszcze utrwa­lić. Reszta należała do opozycji.

 

Podczas konklawe tłumy ludu, obawiając się wyboru Francuza, który zostawszy papieżem, mógłby wyjechać do Awinionu i porzucić Rzym na pastwę szar­piących się wzajemnie stronnictw, stawa­ły przed konklawe, wołając, że chcą mieć papieża rzymianina, albo przynajmniej Wło­cha. Część tłumu wdarła się nawet do konklawe. Takie same żądanie przedsta­wili kardynałom reprezentanci poważniejszej części mieszczaństwa.

 

Z obawy przed rozruchami kardynałowie przy­spieszyli elekcję. Wybór padł na arcybiskupa z Bari, Bartłomieja z Prignano, z uro­dzenia Włocha, z usposobienia na poły Francuza. Działo się to w chwili, gdy tłumy zgromadzone przed konklawe bez ustanku wykrzykiwały: "Romano volemo". Ponieważ jednak elekta nie było w Rzymie, więc powstrzymano się na razie od ogłoszenia rezultatu wyborów. Tymczasem pomiędzy tłumem rozeszła się wieść, że papieżem został nielubiany przez rzymian kardynał Jan de Bar, Limou­sin. Podniecony tłum wdarł się do kon­klawe, a wystraszeni kardynałowie podsunęli mu cieszącego się powszechną sympatią kardynała Tebaldeski. Lud porwał go natych­miast, chcąc go intronizować, i sędziwe­mu kardynałowi ledwo się udało wytłumaczyć, że to nie on jest papieżem, lecz arcybiskup Ba­ri "Dominus Barensis". Lud dowiedziaw­szy się nareszcie prawdy, spokojnie rozeszedł się do domów. Tymczasem kardynałowie pochowali się gdzie mogli: 6 na zamku św. Anioła, 5 w swoich domach na mie­ście, a 4 uciekło nawet poza miasto.

 

Na drugi dzień (9-go czerwca) gdy elekt przybył do Rzymu odbyła się koronacja i intronizacja. Nowoobrany papież przybrał imię Urbana VI (1378 – 1389). Wszyscy kardynałowie uznawali Urbana VI za prawowitego papieża i to nie tylko w wystąpieniach publicznych, lecz także w listach prywatnych, kiedy nie było potrzeby ukrywać się ze swym przekonaniem. Za­wiadomiono też o wyborze kardynałów pozo­stałych w Awinionie, którzy również uznali Urbana VI i rozkazali komendanto­wi zamku św. Anioła, aby klucze od zam­ku wydał nowemu papieżowi. Jednym sło­wem nikt nie wątpił o ważności wyboru Urbana VI.

 

Niestety nowy papież swym nietaktownym postępowaniem wkrótce zraził do siebie wszystkich. Widział on wiele niewłaści­wości w życiu kościelnym i słusznie powstał przeciwko zbytkownemu życiu kardynałów, symonii, opuszczaniu diecezji przez biskupów, czynił to jednak w sposób nadzwyczaj szorstki, nie licząc się z tym, że kardynałowie przyzwyczajeni do wspaniałości dworu awiniońskiego z najżywszą niechęcią mieszkali w Rzymie, gdzie po 70-letnim opuszczeniu trudno było o odpowiednie mieszkanie, a lud niespokojny ciągłymi rozruchami zagrażał. Niebawem też za­czynają obiegać Rzym głuche wieści o ja­kichś tajemnych naradach kardynałów, o listach, o nieważności wyborów itp. Już w połowie maja opuścili papieża wszyscy kardynałowie nie Włosi. Poparcie znaleźli we Francji. Rząd francuski był wielce niezadowolony z przeniesienia Stolicy Apostolskiej do Rzymu. Ma­jąc bowiem papieża w Awinionie, mógł z nie­go wymuszać najrozmaitsze przywileje opłacające się zarówno pod względem politycznym jak i finansowym. Karol V przyobiecał opornym kardynałom, że w razie potrzeby przerwie wojnę z Anglią, a im dostarczy pomocy. Próby pojednania przedsięwzięte przez kardynałów włoskich, jak również listy św. Katarzyny Sieneńskiej pozostały bez skutku. Na próżno również kardynał Tebaldeski na śmiertelnym łożu (umarł 7 sierpnia) na swój siwy włos i na sąd Boży, przed którym niebawem miał sta­nąć, przysięgał, że Urban VI był ważnie wybrany. Czego nie zdołała dokonać przewrotność kardynałów francuskich, to swoją gwałtownością przyspieszył sam Urban VI. 15 sierpnia trzej pozostali kardynałowie Włosi prze­chodzą na stronę Francuzów, a 20 września 1378 r. w Fondi zbuntowani kardynałowie wy­bierają antypapieża w osobie Roberta hr. z Genewy, który przybrał imię Klemen­sa VII (1378 – 1394). Do dnia dzisiej­szego w katedrze w Fondi pokazują fotel marmurowy z XIV w., na którym miała się odbyć intronizacja Klemensa. W tymże kościele znajduje się fresk przedsta­wiający Madonnę z Dzieciątkiem, a u Jej stóp klęczącego Klemensa VII.

 

Francja przyjęła obiór antypapieża z radością; ogół wiernych, nie doceniając na razie wielkości klęski – obojętnie. Jednostki przecież pobożniejsze lub głę­biej patrzące nie posiadały się z oburze­nia, przeklinano kardynałów, nazywano ich diabłami, a antypapieża antychrystem. Chrześcijaństwo zachodnie podzieliło się na dwa obozy – "obediencje". Niemcy, Węgry, Polska, Anglia, Szwecja, Flandria i Wło­chy północne pozostały wiernymi Urba­nowi; Francja, Neapol, Norwegia, Dania, Portugalia, Kastylia, a w jakiś czas po­tem i Aragonia oświadczyły się za antypapieżem. Niebawem jednak rozdwojenie sięgnęło głębiej i w każdym kraju, w ka­żdym zakonie, w diecezjach, a nieraz nawet i w rodzinach tworzyły się partie "urbanistów" i "klementynów", wzajem­nie się zwalczając, a często zmieniając obediencję stosownie do chwilowego interesu.

 

Urban VI po wybuchu schizmy stworzył sobie nowe kolegium kardynalskie. Ufny w prawość swego wyboru z nikim się nie liczył i sposobu swego postępowania nie zmienił. Toteż, jakkolwiek udało mu się pozyskać Neapol, położenie jego nie poprawiło się, gdyż kardynałowie kreowani przezeń już po schizmie nie mieli doń przy­wiązania, a paru nawet go opuściło.

 

W daleko lepszym był położeniu Kle­mens VII. Przy nim stali starzy kardynałowie jeszcze z czasów Grzegorza XI; miał też dar ujmowania sobie ludzi i był protek­torem sztuk pięknych. Nie mało powa­gi zyskał przez Piotra Luksemburskie­go, który umarł "in odore sanctitatis", a cuda jakie się nad jego grobem działy, klementyni uważali za dowód słu­szności swej sprawy. Lud francuski przyjął Klemensa VII zrazu obojętnie; uniwersytet paryski nawet niechętnie. Do­piero dzięki poparciu Karola V antypapież pozyskał zupełne uznanie we Fran­cji. Odwdzięczył się też królowi, nada­jąc mu nadzwyczajne przywileje w za­rządzie Kościoła.

 

Nieoczekiwana, w skutkach swych zgu­bna i na długo zapowiadająca się schizma poczęła wreszcie niepokoić świat kato­licki. Ale jak ją usunąć? Takiego zadania mógłby się podjąć chyba tylko sobór powszechny. Tę myśl rzucił pierwszy kanclerz uniwersytetu paryskiego, Henryk von Langenstein w pismach: Epistola pacis i Consilium pacis. Za soborem oświadczyli się również kardynałowie Włosi i uniwersytet paryski. Król Jan Kastylijski na­wiązał w tej sprawie układy z królem francuskim Karolem V, a następnie z ksią­żętami niemieckimi. W 1387 r. zbioro­we poselstwo udało się do Urbana VI z propozycją zwołania soboru. Papież je­dnak o soborze ani słuchać nie chciał, uważał się bowiem za jedynego legalne­go naczelnika Chrześcijaństwa.

 

Gdy 1389 r. 15 października umarł Urban VI, na dworze antypapieża poczęła się budzić nadzieja, że kardynałowie rzymscy, aby już na­reszcie zakończyć opłakaną schizmę wybiorą Klemensa VII. Tymczasem kardynałowie rzym­scy wybrali Piotra Tomacelli, który przy­brał imię Bonifacego IX (1389 – 1404). Myślał on usunąć schizmę drogą układów i do prowadzenia ich upoważnił Stefana księcia bawarskiego, niewiadomo jednak z jakim rezultatem.

 

Usunąć opłakaną schizmę stało się jedynym pragnieniem świata katolickiego. Nie­zmordowanie pracował nad tym uniwersytet paryski; w uniwersytecie zaś największymi wpływami cieszyli się: Piotr d'Ailly, Jan Charlier, od miejsca urodzenia zwany Ger­sonem, Mikołaj Clemanges i Henryk Lan­genstein. Uniwersytet korzystając z posel­stwa Bonifacego IX do Karola V, do współki z duchowieństwem Paryża po­czął urządzać (od stycznia 1393 r.) procesje na ubłaganie jedności Kościoła. Procesje te, w których brało udział wielkie mnóstwo ludu, a nawet i dwór, były po­wodem, że i zacięty Klemens VII naka­zał w Awinionie uroczyste modły o usu­nięcie schizmy. Wreszcie pozyskał uniwersytet od króla upoważnienie do udzielenia swej rady w sprawie schizmy.

 

Zwołano wielkie zgromadzenie wszyst­kich członków uniwersytetu i poddano spra­wę pod głosowanie (dnia 25 stycznia 1393 r.). Na podstawie tego głosowania Mikołaj de Clemanges ułożył memoriał do króla, w którym podaje trzy sposoby usunięcia schizmy. 1) "Via cessionis" tj. żeby obaj papieże zrzekli się swych godności. 2) "Via compromissi" tj. żeby papieże wybrali sę­dziów polubownych, a ten, który na mo­cy wyroku będzie uznanym za nielegalnego, aby ustąpił. 3) "Via concilii" tj. żeby sobór powszechny zwołać.

 

Gdy Klemens VII dowiedział się o tym memoriale, poruszył wszystkie sprężyny, aby jego wykonaniu przeszkodzić. Dzię­ki to jego zabiegom król zabronił uniwersytetowi zajmować się tą sprawą.

 

Gdy jednak Klemens VII umarł 16 listopada 1394 r. sprawa jedności Kościoła sama przez się narzuciła się uwadze chrześcijaństwa. A więc zarówno dwór jak i uniwersytet zażą­dali od kardynałów awiniońskich, aby w celu umożliwienia tej jedności powstrzymali się od wyboru następcy. Kardynałowie jednak nie poddali się dyrektywie, lecz, zobo­wiązawszy się ze względu na opinię pu­bliczną, że ten, który będzie obrany, zrzecze się godności papieskiej, jeśli tego będzie potrzeba dla jedności Kościoła, wybrali no­wego antypapieża, Piotra de Luna (1394 – 1417), który przybrał imię Benedykta XIII (a). Przy intronizacji powtórzył on przysię­gę, że zrzecze się godności, jeśli więk­szość kardynałów uzna to za konieczne. O tym, co zaszło zawiadomiono uniwersytet i dwór paryski, a poselstwo antypapieża gorąco za­pewniało wszystkich, że Benedyktowi nic tak na sercu nie leży jak jedność Kościoła. Nikt jednak nie dawał wiary tak gołosłownym zapewnieniom. W lutym więc 1395 r. pod prezydencją łacińskie­go patriarchy aleksandryjskiego odbyło się pierwsze wielkie zgromadzenie ducho­wieństwa francuskiego w celu obmyślenia środków dla przywrócenia jedności Kościoła. Benedykt przedstawił nowy plan pojednania: "via conventionis", polegają­cy na tym, żeby sprawę schizmy pozostawić wzajemnej ugodzie papieży. Zgromadzenie jednak uznało ten projekt za nieodpowie­dni i obstawało przy trzech opracowa­nych poprzednio przez uniwersytet, a za najpewniejszy uznało "via cessionis". Wysłano więc wielkie poselstwo do Awinionu, z odpowiednimi instrukcjami. Poselstwo 22 maja przedstawiło Benedy­ktowi pragnienie kleru francuskiego, lecz Benedykt upornie obstawał przy swoim planie. Poselstwo więc wróciło z niczym do Paryża.

 

Tedy drugie zgromadzenie kleru fran­cuskiego postanowiło ponowić swe żądania, ale już wspólnie z monarchami katolickimi. Wysłano więc na wszystkie dwory europejskie poselstwo od króla i uniwersytetu, lecz do wspólnego z Francją wystąpienia dały się nakłonić jedynie Anglia i Aragonia. Przedsięwzięcie to jednak skończyło się na niczym, gdyż obaj papieże dali posłom odpowiedź, że w tak ważnej sprawie potrzebne jest porozu­mienie wszystkich monarchów katolickich oraz kardynałów.

 

Dwór francuski jednak od swego planu nie odstąpił, lecz owszem rozwinął ener­giczną akcję w celu pozyskania do swe­go planu innych mocarstw. I rzeczywi­ście udało mu się pozyskać wielu ksią­żąt niemieckich (1397), a wreszcie i ce­sarza Wacława (1398). Wacław wysłał do obu papieży poselstwo z propozycją, aby dla dobra Kościoła zrzekli się swych go­dności. Bonifacy IX odpowiedział, że gotów jest to uczynić, jeśli i przeciwnik jego tak samo postąpi. Ponieważ jednak Benedykt XIII o abdykacji ani słyszeć nie chciał, przeto sprawa jedności Kościoła znowu stanęła na martwym punkcie.

 

Francuzi byli bardzo dotknięci tym, że Benedykt XIII swoim uporem psuł im wszystkie plany usunięcia schizmy. Na żą­danie tedy króla zebrało się w Paryżu trzecie wielkie zgromadzenie kleru fran­cuskiego. Oprócz patriarchy aleksandryj­skiego, było obecnych 11 arcybiskupów, 60 biskupów, 30 opatów i mnóstwo prokuratorów ka­pituł i uniwersytetów a wszyscy należeli do obediencji awiniońskiej i o uznaniu Bo­nifacego IX ani słyszeć nie chcieli (maj i czerwiec 1398). Na tym zgromadzeniu po­stanowiono odmówić posłuszeństwa Be­nedyktowi XIII jako krzywoprzysięscy (subtractio oboedientiae). Tymczasowo zastrzeżono, że wszelkie swobody kościoła francuskiego zachowują swe znaczenie, że nadania beneficjów dokonane przez Benedykta XIII będą nieważne i że należy poczynić starania, aby i inne państwa te uchwały u siebie wprowadziły. Ponie­waż Francuzi uznawali Benedykta XIII za prawowitego papieża, więc uchwała ta była wielkim naruszeniem ustaw kościelnych. Zamieszanie pojęć było przecież tak wielkie, że na ten szczegół nikt nawet uwagi nie zwrócił. Nic jednak nie mogło złamać Piotra de Luna, ani uchwały paryskie, ani odstępstwo kardynałów i całych krajów, ani sekwestr Awinionu i hrabstwa Venessain, zarządzony przez Francję. Po­wiedział, że jako papież chce żyć i umierać i od tego postanowienia nigdy nie od­stąpi. Wreszcie wysłano marszałka "latro nobilis" Boucicaut z trzema tysiąca­mi żołnierzy, aby "papieżowi" siłą odebrał Awinion. Opuszczony przez wszystkich Benedykt bronił się w pałacu z nadzwy­czajną odwagą, aż wreszcie powstała na jego korzyść reakcja.

 

Najzaciętsi przeciwnicy zmiękli. Du­chowieństwo francuskie też wolało po­wrócić do posłuszeństwa niż znosić ogromne ciężary, jakimi je obłożył "opiekuńczy" rząd francuski. Pod naciskiem opinii złagodzono, a następnie zupełnie zdjęto oblężenie Awinionu. W maju zaś 1403 r. zgromadzenie świeckich i ducho­wnych przedstawicieli Francji uchwaliło powrót do obediencji Piotra de Luna.

 

Aby okazać swą chęć do usunięcia schizmy, wysłał Piotr de Luna (1404 r.) poselstwo do Bonifacego IX z propozycją osobiste­go zjazdu, albo przynajmniej wspólnego wyboru sędziów polubownych w celu usunięcia schizmy. Gdy jednak na audiencji posłowie Piotra de Luna zapytani przez Bonifacego oświadczyli, że Benedykt XIII o abdykacji ani myśli, poruszony tym papież dostał ataku choroby kamienia, na którą od dawna cierpiał i umarł.

 

Ostatnie lata panowania były dla Bo­nifacego bardzo ciężkie. Odstąpiły go Sycylia i Genua, Ryszard II król angiel­ski i cesarz Wacław dali się namówić do projektu francuskiego i wywierali na papieża nacisk w celu skłonienia go do abdykacji. Prawda, że w 1401 r. Wacław został zdetronizowany, a jego następca Ruprecht z Palatynatu był stronnikiem Bonifacego, nie złagodziło to przecież nieprzyjemności jakie miał z innej stro­ny w samym Rzymie z Colonnami.

 

Po śmierci Bonifacego IX kardynałowie rzym­scy oświadczyli obecnym jeszcze w Rzy­mie posłom Piotra de Luna, że gotowi są odłożyć konklawe, spodziewając się, że Benedykt XIII zrzecze się wreszcie go­dności, jak to po wielekroć obiecywał na wypadek śmierci przeciwnika. Pro­ponowali nawet, aby jeden z posłów udał się do Awinionu z odpowiednią propozycją. Żaden jednak tej misji po­djąć się nie chciał, przy tym lud rzymski przybrał postawę groźną, wybuchły od­wieczne walki gwelfów i gibelinów. To wszystko skłoniło kardynałów, że przystąpili do elekcji papieża. Wybór padł na kardynała Cosmato Migliorati de Sulmona, który przybrał imię Innocentego VII (1404 – 1406). W czasie konklawe na równi z innymi kardynałami przysiągł, że użyje wszel­kich możliwych środków, a w razie potrzeby nie cofnie się nawet przed abdy­kacją, byleby tylko doprowadzić do jedności w Kościele. Wziął się też szczerze do zwołania soboru. Zamieszki jednak w Rzymie, machinacje antypapieża, a wresz­cie intrygi Władysława króla neapolitańskiego, który pod pozorem pomagania papieżowi starał się jedynie o powiększenie swojej władzy, wszystko to sprawiło, że sobór został odłożony do 1 maja 1406 r., a jak powszechnie z ironią mówiono do sądnego dnia.

 

To niepowodzenie papieża było bardzo na rękę Piotrowi de Luna. Czując jednak, że i jemu wypada coś zrobić niby dla usu­nięcia schizmy, ogłosił, że chce się zjechać osobiście ze swym przeciwnikiem. Obło­żył więc kościół francuski ogromnymi pobo­rami i za zdobyte pieniądze zebrał spo­re wojsko. W takim orszaku udał się do Nizzy a następnie przez Genuę do Pizy. Gdy tak tryumfował we Wło­szech, we Francji grunt mu się spod nóg usuwał. Uniwersytet otrzymał od Innocentego VII listy, z których poka­zało się, że wszystko, co Piotr de Luna pisał, jakoby papież rzymski był jedyną prze­szkodą do przywrócenia pokoju w Kościele, było zmyśleniem. Francja coraz bardziej odwracała się od swego "papieża". Podjęto znowu myśl subtractionis oboedientiae; zgromadzenie jednak duchowieństwa od­byte w listopadzie i grudniu 1406 r. uchwaliło zachować oboedientiam w spra­wach duchownych, w sprawach zaś do­czesnych postępować samodzielnie a przede wszystkim nie płacić Benedyktowi XIII annat i nie oglądać się nań przy rozdawa­niu beneficjów. W sprawie zaś schizmy dą­żyć do zwołania soboru. Księciu Orleań­skiemu, który całkowicie stał po stronie Benedykta XIII, udało się przecież powstrzy­mać zarówno ogłoszenie jak wykonanie tej uchwały.

 

Przyczyniła się do tego nie mało i śmierć Innocentego VII (6 listopada 1406 r.). Kardynałowie rzymscy początkowo nie przystę­powali do wyborów i nawiązali stosun­ki z Karolem VI królem francuskim. Ten wysłał do Rzymu list z wiadomością, że właśnie odbywa się w Paryżu Synod na­rodowy, i z prośbą, aby kardynałowie powstrzy­mali się do ostatecznej decyzji dopókąd nie przybędzie poselstwo. List ten wszak­że przybył do Rzymu już zbyt późno. Kardynałowie bowiem, obawiając się, podobno niesłusznie, zamieszek w Rzymie, przy tym nie wierząc w możliwość abdykacji Benedykta XIII, przystąpili do wyborów.

 

Przed wyborami ułożyli i zaprzysięgli punkta ugody, mocą której każdy z nich na wypadek jeśli będzie wybrany, pod przysięgą zobowiązał się abdykować, jeśli antypapież to samo uczyni lub umrze. Nowoobrany winien też w przeciągu mie­siąca po elekcji zawiadomić o zapadłej decyzji antypapieża, oraz książąt i uniwersytety katolickie, a w trzy miesiące wysłać peł­nomocników w celu ułożenia miejsca i czasu zjazdu z przeciwnikiem. Pod­czas układów nie będzie mianował no­wych kardynałów wyjąwszy, gdyby to było konieczne dla zrównania sił swoich z siłami przeciwnika. Dopiero gdy po piętnastu miesiącach starań wysiłki jego okażą się płonnymi, przyszły papież bę­dzie zwolniony od przysięgi. Wreszcie każdy z kardynałów zobowiązał się ponownie zaprzysiąc te punkta po elekcji, jeśli wybór padnie na niego. Wybór padł na starego i czczonego za swą uczciwość i czystość obyczajów kardynała tytułu św. Marka i konstantynopolitańskiego patriarchę ob­rządku łacińskiego, Angelo Corrario, wenecjanina. Przybrał on imię Grzegorza XII (1406 – 1415). Spełniając dane uprze­dnio zobowiązanie, jeszcze przed koronacją porozsyłał listy do "Piotra de Lu­na, którego niektóre narody nieszczęsnej schizmy zowią Benedyktem XIII", do jego kardynałów, do książąt, biskupów i uniwersytetów kato­lickich. W listach tych, robiąc nacisk na swoją legalność, okazywał jednak wielką chęć pojednania, choćby nawet "via cessionis". Duchowieństwo fran­cuskie jeszcze zgromadzone na zjeździe w Paryżu z wielką radością przyjęło list Grzegorza. Poczęto krzątać się koło ostatecznego usunięcia schizmy. Wysłano wiel­kie poselstwo Francji i Aragonii do obu papieży. Tymczasem Grzegorz XII już to bo­jąc się, aby chytry Piotr de Luna nie wy­wiódł go w pole, już to pod wpływem rodziny zaczął się ociągać, i zwlekać. Antypapież wielce rad z tego, że obecnie wi­na spada nie na niego, nie opuszczał terytorium swojej obediencji i otaczał się zbrojną strażą. Już tylko o dzień drogi przeciwnicy od siebie oddaleni a prze­cież nie mogli się zdecydować na spot­kanie. Tymczasem główna podpora Be­nedykta XIII, książę Orleański padł pod ciosami morderców. Rząd francuski za­groził Benedyktowi wymówieniem obediencji. Gdy zaś ten odpowiedział śmia­łą bullą, Karol VI ogłosił neutralność i polecił marszałkowi Boucicaut, aby uwięził Benedykta XIII. Ten jednak zdołał ujść do Aragonii. Dwór francuski rów­nież skłonił kardynałów obu obediencji do wspólnego działania. W Pizie zjechało się 9 włoskich i 6 francuskich kardynałów i pod datą 29 czerwca 1408 r. wydali wspólny list do całego świata katolickiego, oświad­czając, że wskutek niedbalstwa dwu prze­ciwnych sobie papieży, zmuszeni są wziąć sprawę jedności Kościoła w swoje ręce. Zwo­łują więc na dzień 23 marca 1409 r. sy­nod powszechny do Pizy.

 

Z pomocą 15 kardynałów spodziewano się usunąć schizmę. Ruprecht z Palatynatu jed­nak słusznie obawiał się, że sobór przy­niesie korzyść samej tylko Francji, Kościołowi zaś grozi wywołaniem jeszcze gorszej, bo trójgłowej schizmy. Wielu tę myśl po­dzielało, w braku jednak innego środka chwycono się soboru.

 

Upragniony sobór doszedł wreszcie do skutku, ale sprowadził jeszcze większe zamieszanie. Wybrano trzeciego papieża nie zdoławszy usunąć dwu poprzednich. Wy­brany na papieża Piotr Philargi przybrał imię Aleksandra V (1409 – 1410). Oświad­czyły się za nim: Francja, Anglia, Pol­ska i większość Włoch. Hiszpania, Sar­dynia, Korsyka i Szkocja pozostały przy Benedykcie XIII. Neapol zaś, część Toskanii, Romagna, część Lombardii i Ligurii, państwa północne i Zygmunt Luksem­burski pozostały wiernymi Grzegorzowi XII. Niemcy były rozdarte. Cesarz wszakże Ruprecht z wieloma biskupami i książętami trzymał z Grzegorzem. A źródłem tych wszystkich kombinacyj była nie tyle mi­łość prawdy czy Kościoła, co poziome wyra­chowania doczesne.

 

W tymże 1409 r. Grzegorz XII zwołał synod swojej obediencji do Cividale i oświadczył, że gotów jest zrzec się go­dności, jeśli i obaj antypapieże zrzekną się wszystkich pretensji i pozwolą na pra­wny wybór nowego papieża. Czas i miejsce nowego soboru oznaczą wspólnie cesarz Ruprecht, Zygmunt Luksemburski i Wła­dysław król neapolitański. W razie ostatecz­nym papież zezwala, aby owi trzej monar­chowie ułożyli czas i miejsce przyszłego soboru wraz z antypapieżami. I w takim razie obiecał zgodzić się na to co 2/3 sy­nodu postanowi, z warunkiem jednak, aby i antypapieże to samo uczynili. Udzielił też wyżej wymienionym monarchom nieograniczonych pełnomocnictw na rok jeden we wszystkim, co dotyczy zwo­łania przyszłego soboru.

 

To postanowienie Grzegorza XII było punktem oparcia dla wszystkich przy­szłych starań o usunięcie schizmy.

 

Gdy 1410 r. umarł Aleksander V, obrońca Grzegorza XII, Karol Malatesta z Ri­mini wszelkich starań dokładał byleby nie dopuścić do wyboru nowego antypapieża. W tym celu wszedł w stosunki z Balta­zarem Cossą, najwpływowszym z kardynałów Aleksandra V. Starania te jednak oka­zały się bezowocnymi, gdyż właśnie Cossa został wybrany na antypapieża partii pizańskiej. Był to zręczny dworak i po­lityk, niezły żołnierz, ale charakteru duchownego nie posiadał. Przyjął imię Ja­na XXIII (1410 – 1415) (b).

 

W tym samym czasie, bo w maju 1410 r. umarł cesarz Ruprecht z Palatynatu, wytrwały obrońca Grzegorza XII. Następ­ca Ruprechta, Zygmunt Luksemburski (1412), przyłączył się do obediencji Baltazara Cossy. To samo uczynił Władysław król neapolitański. Jedynym obrońcą Grzegorza XII, opuszczonego przez wszystkich po­został Karol Malatesta.

 

Usunięcie schizmy

 

Włady­sław z Neapolu 1413 r., który już zdą­żył zerwać z Cossą, napadł na państwo kościelne. Cossa uszedł do Toskanii i zwró­cił się do monarchów katolickich z pro­śbą o pomoc. We Włoszech północnych bawił właśnie nowoobrany cesarz Zyg­munt. Był on stanowczym zwolennikiem myśli, że tylko powszechny sobór może położyć koniec długotrwałej schizmie. A po­nieważ Cossa gwałtownie potrzebował pomocy Zygmunta, więc aby ją łatwiej pozyskać, dał swym legatom jak najdalej idące pełnomocnictwa w sprawie soboru. Legaci też, stosując się do woli Zygmun­ta, zgodzili się na to, że przyszły sobór będzie zwołany do Konstancji. Już tedy 30 października 1413 r. Zygmunt zaprosił cały świat katolicki na przyszły sobór. Nie pominął też Grzegorza XII i Piotra de Luna. Skłonił też Jana XXIII do wyda­nia bulli konwokacyjnej dnia 9 grudnia 1413 r. Termin zaczęcia soboru wyznaczono na 1 listopada 1414 r.

 

Grzegorz XII soboru nie uznał, dla przy­wrócenia jednak pokoju Kościołowi gotów był abdykować.

 

Na trzy dni przed zaczęciem soboru przyjechał do Konstancji Baltazar Cossa w otoczeniu wspaniałego orszaku. Przybyli też posłowie Grzegorza XII i Piotra de Luna. Posłowie Luny zażądali jedynie rozmowy swego pana z Zygmuntem i kró­lem aragońskim w Nizzy. 22 stycznia 1415 r. otrzymało audiencję poselstwo Grzegorza XII, Jan Dominici z Raguzy, książę Lu­dwik z Palatynatu, książę Brzegu na Śląsku, oraz biskupi z Wormacji, Spiry i Verdun. Oświadczyli oni, że Grzegorz XII zrezygnuje bez zastrzeżeń, jeśli obaj antypapieże również zrezygnują, i pod wa­runkiem, że Baltazar Cossa nie będzie prezydował ani nawet nie będzie obec­nym na tej sesji, na której będzie ogłoszony akt abdykacji.

 

Poczęto się więc krzątać, aby skłonić do abdykacji Baltazara Cossę. Na dru­giej sesji 1 marca zmuszono go nawet do odczytania i zaprzysiężenia obietnicy zrzeczenia się godności. Naciskany przez sobór, aby rezygnował, często wystawio­ny na upokorzenia, otoczony szpiegami, nie chciał jednak abdykować i postano­wił uciec z Konstancji. 20 marca w przebraniu rycerskim uciekł pod opiekę księcia austriackiego do Szafuzy. Posel­stwo wysłane przez synod otrzymało tyl­ko obietnicę abdykacji i upoważnienie do jej wykonania wystawione na imię kardynałów. Mogli wszakże korzystać z niego dopiero, gdy Grzegorz XII i Piotr de Luna zrezygnują. Oburzenie przeciw Cossie, który swym postępowaniem opóźniał uspokojenie Kościoła, wzrastało. Ono to było powodem, że na kongregacji 29 marca ogłoszono cztery artykuły konstancjańskie uznające wyższość soboru nad papieżem.

 

Z Szafuzy uciekł Cossa do Laufenburga, a potem do Fryburga w Badenii. Pra­gnął on dostać się do Burgundii, a dla pozoru prowadził z soborem rokowania w swojej abdykacji. Nad Renem wszak­że został przytrzymany przez wojska Zygmunta Luksemburskiego. Sobór zaś wytoczył mu proces jako notorycznemu heretykowi, poplecznikowi schizmy, winnemu symonii oraz niemoralnego życia. Cossa wyznaczył na swych obrońców kardynałów d'Ailly, Filastra i Zabarellę, a od soboru zażądał odroczenia sprawy. Sobór jed­nak na odroczenie się nie zgodził, a kardynałowie obrony podjąć się nie chcieli. Został więc Cossa najprzód zasuspendowany od zarządu Kościołem, a następnie na sesji dwunastej ogłoszono jego detronizację 29 maja 1415 r. Niesłychany ten wyrok, szczęściem, odnosił się do papieża nielegalnego.

 

Po złożeniu z urzędu Baltazara Cossy, zjawił się u Zygmunta Karol Malatesta (15 czerwca 1415 r.) i oświadczył, że Grzegorz XII gotów jest zrzec się godno­ści ostatecznie, byleby sobór uznał się za nielegalny i został przezeń ponownie zwołany i żeby na tej sesji, na której nastąpi abdykacja nie prezydował ani Baltazar Cossa, ani żaden z kardynałów obediencji pizańskiej.

 

Sobór zgodził się na to, przez co "im­plicite" wyznał, że dotychczasowe sesje nie miały znaczenia powszechnego. Na sesji 14-ej (4 lipca) odbytej pod prezydencją cesarza odczytano listy wierzytelne Karola Malatesty i upoważnienie dla całego zgromadzenia do zwołania soboru; a potem list dający Malateście jak najobszerniejsze pełnomocnictwa w ce­lu przywrócenia jedności Kościołowi. Następ­nie kardynał Dominici z Raguzy zwołał i upełnomocnił do działania sobór pow­szechny na mocy bulli konwokacyjnej Grzegorza XII. Odczytano też dokumenty oświadczające, że od tej chwili obediencje Baltazara Cossy i Grzegorza XII łączą się razem, a wszelkie możliwe cenzury zo­stają zniesione.

 

Wtedy kardynał biskup Ostii Viviers objął ponownie prezydencję soboru. Gdy tak usunięto wszelkie wątpliwości i wszech­stronnie zaradzono legalności soboru, wystąpił Malatesta i odczytał list rezygnacyjny Grzegorza XII, oraz zażądał, aby sobór oświadczył czy przyjmuje rezygnację natychmiast, czy też przyjęcie jej odracza aż do rezygnacji Piotra de Lu­na. Sobór oświadczył się za pierwszym projektem i zaraz wydał orzeczenie, że wszystkie dotychczasowe zarządzenia Grzegorza zachowują moc prawną, oraz że pominięcie Grzegorza przy następnych wyborach na papieża nie będzie miało zna­czenia jakoby Grzegorz był tej godności niegodzien, lecz stanie się jedynie ze względu na zachowanie pokoju w Kościele, oraz że kardynałowie mianowani przez Grzegorza zostają przyjęci do kolegium. Teraz do­piero Malatesta w imieniu Grzegorza XII zrzekł się ostatecznie i bez zastrzeżeń praw tytułu i posiadłości papieskich, które prawem Bożym posiadał, i wystawił odpowiedni dokument. Tak więc dzięki szlachetności Grzegorza XII formy prawne zostały zachowane jak najściślej i ważność wy­boru następcy zagwarantowaną. Na przy­szłość sobór przyznał Grzegorzowi godność kardynała biskupa z Oporto i legata marchii Ankonitańskiej. Grzegorz uznał wszystkie zarządzenia soboru i w odpowiedzi listo­wnej do soboru tytułuje się już Angelus Corrario biskup z Oporto. Umarł 18 października 1417 r. w Recenati mając wieku lat 90 "in odore sanctitatis".

 

Nierównie trudniej poszło z Benedyk­tem XIII. Synod delegował do niego biskupów i doktorów, którzy udali się w to­warzystwie cesarza Zygmunta. Układy ciągnęły się przez dwa miesiące (wrze­sień i październik) w Perpignan bez żadne­go jednak rezultatu. Zacięty Piotr de Luna nie chciał się zrzec godności, albo stawiał warunki, których sobór przyjąć nie mógł. Wyjazd jednak Zygmunta nie był bez rezultatu. Bo 13 grudnia zawar­ty został układ w Narbonnie pomiędzy cesarzem, soborem, Francją z jednej strony, a królestwami Aragonii, Kastylii, Nawarry, hrabiami z Foix i Armagnac oraz przedstawicielami Szkocji z drugiej. Mocą tego układu zarówno ojcowie so­boru jako też prałaci Benedykta nawzajem zapraszali się na koncylium powszechne bez względu na postanowienia powzięte w Pizie, obie obediencje połączyły się celem strącenia upartego Benedykta i wy­boru nowego papieża. Wszystkie kary ka­noniczne oraz cenzury jakimi się na­wzajem obrzucano zostały skasowane. Potem nastąpiło ogólne wymówienie obediencji Benedyktowi XIII. 4 listopada układ narbonneński został zaprzysiężony przez członków soboru na kongregacji gene­ralnej. 15 października przedstawiciele Aragonii i Portugalii łączą się z soborem, a za nimi przybywają przedstawiciele Nawarry i Kastylii. Ci ostatni dopiero w czerw­cu 1417 r.

 

Sprawą zaciętego Piotra de Luna zaj­mował się sobór od sesji 23 do 37. Na tej ostatniej (26 lipca 1417) zapadł wy­rok ostateczny, że Piotr de Luna jako krzywoprzysięzca, heretyk i schizmatyk został pozbawiony wszystkich praw i go­dności, a posłuszeństwo względem niego zostało wiernym wzbronione. Jakkolwiek Piotr de Luna wyrokowi się nie poddał, lecz na swym zamku żył dalej jako papież, był on jednak papieżem bez Kościoła, głową bez ciała, a samo to dostatecznie świadczy o nicości jego pretensji.

 

Tak usuniętą została schizma przez abdykację papieża prawowitego i złożenie dwóch antypapieży.

 

Koncyliaryzm

 

Niepodobną było rzeczą, aby tak ciężka i długotrwała schizma nie wywołała usiłowań teoretycznego rozwiązania zagadnienia. Toteż ówcześ­ni teologowie nader żywo zajmują się schizmą, organizacją Kościoła i powagą papieży. Począt­kowo zajmowano się dochodzeniami, któ­ry papież jest legalnym, albowiem, co się ty­czy powagi papieskiej, wyznawano zasady ściśle katolickie. W miarę jednak jak schizma się przeciągała, rosło zniecierpliwie­nie, zarówno duchowieństwa jak i wier­nych i poczynają się zjawiać coraz to nowe projekty usunięcia schizmy, oraz roz­prawy oświetlające zasadniczo stosunek papieża do Kościoła. Podstawą tej literatury by­ły dzieła Marsyliusza z Padwy, Ockhama, oraz Polityka Arystotelesa. Powaga Stolicy Apostolskiej spada coraz niżej, papieża przedstawiają jako odpowiedzialnego przed wiernymi "caput ministeriale", urząd papieża jako zby­teczny, a najwyższą władzą w Kościele wy­daje się sobór powszechny, uważany ja­ko instytucja niezależna od papieża. Chry­stus jest kamieniem węgielnym Kościoła. Po­nieważ przeto jedność Kościoła opiera się na Chrystusie, przeto nie zależy ona od je­dności z papieżem. Kościół ma bezpośrednio od Chrystusa władzę zgromadzać się na so­bory itp.

 

Teorie te znalazły swój wyraz prak­tyczny w uchwałach Soboru Pizańskiego i Konstancjańskiego. Artykuły ogłoszo­ne w Konstancji 29 marca 1415 r. orze­kają:

 

1) Święty Sobór Konstancjański ogła­sza, że prawnie w Duchu Świętym zgroma­dzony przedstawia cały Kościół wojujący, jest soborem powszechnym, i ma władzę bez­pośrednio od Boga. A więc każdy, ja­kiejkolwiek byłby godności, nawet papież, obowiązany jest być mu posłusznym w rzeczach wiary, usunięcia schizmy i reformy w głowie i członkach.

 

2) Ktokolwiek, jakiegokolwiek byłby stanu, nawet papież, nie będzie posłuszny rozkazom i zarządzeniom tego albo in­nego prawnego soboru w sprawach już wymienionych, albo do nich się odnoszą­cych i uporczywie będzie odmawiał po­słuszeństwa, ten ma być poddany poku­cie, przykładnie ukarany, chociażby w razie potrzeby przyszło się uciec do in­nych środków wskazanych przez prawo.

 

Te dwa punkty mają znaczenie zasadnicze. Następne dwa są ich zastosowaniem, więc je pomijam. Proszę pomyśleć, co by się stało z Kościołem, gdyby te uchwały weszły w życie? Na autorów tych artykułów rzucać kamieniem nie trzeba, gdyż wobec długotrwałej schizmy rozpacz ogarniała umy­sły szlachetniejsze. A ponieważ papieże nie mogli schizmy usunąć, więc też z biegiem czasu społeczeństwo straciło nić prze­wodnią w labiryncie listów i bull, wyja­śnień i sprostowań z dwu przeciwnych sobie obozów wydawanych. Gdy tak wobec antypapieży sternik nawy Piotrowej stał bezradny i łódź Kościoła chwiała się na odmętach schizmy, kto żyw rzucił się do wio­seł. Powstał co prawda zamęt nie do opisania, ale łódź Piotrowa została wyprowadzona z niebezpieczeństwa. Nie należy jednak mniemać, że katolickie pojęcie o władzy papieskiej zupełnie zatraconym zostało. Przedstawiciele czystych pojęć kościelnych i pomiędzy teologami i po­między członkami Soboru Konstancjańskiego byli liczniejsi niżby się zdawało. Wobec jednak długotrwałej schizmy brak im było wprost odwagi do silniejszego ak­centowania swych przekonań. Najwięcej przedstawicieli czystych poglądów widzi­my pomiędzy teologami zakonnymi, a przede wszystkim Dominikanami. Jeden z nich, Anglik, Jan Hakon (Hayton) w obronie praw Stolicy Apostolskiej posunął się tak da­leko, że uniwersytet paryski, na którym teorie koncyliarne panowały, nazwał cór­ką szatana, matką błędu i mamką buntu. Zasadą przewodnią jego poglądów było to przekonanie, że papież ma władzę bezpo­średnio od Boga, a więc Kościół okroić jej nie może. Na Soborze zaś Konstancjańskim upór i wybiegi Baltazara Cossy przy­czyniły się do tego, że obrońcy powagi Stolicy Apostolskiej znaleźli się w niemożności bro­nienia powagi papieskiej.

 

 

Źródła

 

Raynald, Annales ecclesiastici; Baluzius, Vitae paparum Avenionensium, Paris 1693; D'Achery, Spicilegium, t. 1, str. 763 sqq., Paris 1655; Martène et Durand, Thesaurus novus anecdotorum, t. 2, 1073, Paris 1717; Veterum scriptorum collectio amplissima, t. 2, 425 sq., 7, 426 sq., Paris 1724; Theodoricus de Niem, De schismate libri tres, wyd. Erler, Lipsk 1890; Werner z Leodium, Vitae pontificum romanorum a Nicolao IV usque ad Urbanum V, ed. Eccard, Corp. hist. medii aevi, t. 1, 1461 sq., Lipsk 1723; Duchesne, Liber pontific., t. 2, Paris 1892; Bulaeus, Hist. univers. Parisien., t. 4; Denifle-Chatelain, Chartularium univ. Paris., t. 3, Paris 1894; Auctarium chart. univ. Pa­ris., t. 1, Paris 1894; Gobelinus Perso­na, Cosmodromium, h. e. Chronicon unversale, ed. Meibom, Francof. 1599; Theodoricus de Niem, De bono Romani pontificis regimine, wyd. Rattinger, (Hist. Jahrb. 1884); Nemus uninis; Joann. Gerson, Opera omnia, wyd. Du Pin., t. 5, Antverp. 1706; Hardt, Mag­num oecumenicum Constantiense concilium, 6 vol., Francof. et Lipsk, 1692-1700.

 

Literatura

 

Pastor, Gesch. der Päpste, t. 1, Freib. in Breisg 1901; Rohrbacher, Historia Kościoła; Rocqain, Le cour de Rome et l'esprit de reforme avant Luther, t. 3, Paris 1897; Hergenroether, Historia Kościoła Powszechnego, wyd. "Bibliteki dzieł chrześcijańskich"; Creighton, History of the papacy from the great schysme to the sack of Rome, t. 1, London 1901; P. Van Dyke, Age of the Renescence, Lon­don 1897; Hefele, Conciliengeschichte, t. 4; Lasivse et Rambaud, Hist. gen., vol. 3, Paris 1894; Salembier, Petrus de Alliaco, Lille 1886; Grand schisme d'occident. Dzieła teologów ówczesnych znajdują się w wyżej wymienionych zbio­rach Hardta, Martène et Durand oraz dzieł Gersona. Por. też zbiory koncyliów przez Harduina, De la Bigne i Mansi.

 

Ks. Andrzej Wyrzykowski

 

–––––––––––

 

 

Artykuł z: "Podręczna Encyklopedia Kościelna" opracowana pod kierunkiem ks. ks. Józefa i Romana Archutowskich, Aleks. Fajęckiego, Jana Niedzielskiego, Antoniego i Adama Szymańskich, Andrzeja Wyrzykowskiego i redaktora ks. D-ra Zygmunta Chełmickiego. S. Tom XXXV–XXXVI. Warszawa 1912. Za pozwoleniem władzy duchownej, ss. 138-146 (hasło: Schyzma wielka zachodnia. 1378–1415). WYDAWNICTWO BIBLIOTEKI DZIEŁ CHRZEŚCIJAŃSKICH.

(Pisownię i słownictwo nieznacznie uwspółcześniono; przypisy od red. Ultra montes).

 

Przypisy:

(a) Zob. Bp Karol Józef Hefele, Piotr de Luna – antypapież Benedykt XIII.

 

(b) Zob. Jan Nepomucen Brischar, Jan XXIII.

 


© Ultra montes (www.ultramontes.pl)

Kraków 2007

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ: